Darek Foks, Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza

Darek Foks, "Susza"

Poezja to nie ja, poezja to red. Szot, ale w zeszłym roku wylicytowałam na bazarku charytatywnym tomik Darka Foksa i już dwanaście miesięcy później gotowa byłam zmierzyć się z jego zawartością (143 strony, i cóż z tego, że zazwyczaj dwa zdania na każdej). 

Bardzo mi się podobało. 

Powiedzmy sobie jednak szczerze, nie po to kończyłam kulturoznawstwo, żeby poprzestać na konstatacji, że coś mnie bawi, bo jest dziwne i poszarpane, jak narracja Foksa o człowieku, którego specjalnością jest pot na planach filmowych, a marzeniem – kariera scenarzysty. Po pewnym czasie zaczęła niepokoić mnie lekkość lektury. „Co symbolizuje pot?” – zaczęłam pytać siebie namolnie, potem próbowałam czytać razem strony parzyste, a razem nieparzyste, a potem odwrotnie. Za każdym razem miało to mniej więcej tyle samo sensu i uroku. Potem zaczęłam podmieniać „pot” na „krew”, a „krew” na „pieniądz”, a „pieniądz” na bliżej niesprecyzowane „moce twórcze” (???). A może jakiś trop neoliberalny tu się kryje? Wyciskanie elan vital z pracowników, klasa kreatywna zamieniona w robotników, pokrytych, eureka, potem? Ostatecznie uznałam, że może jednak się opanuję i będę dalej czytała „Suszę” jako mini-powieść i radowała się zdaniami „trawa po drugiej stronie potu zawsze wydaje się zieleńsza” czy „całe życie zawodowe ukazało się przed moimi oczami niczym przepocony film”. 

To było niezłe wyzwanie czytelnicze, dziękuję pan Foks.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?