Znak, Katarzyna Wągrowska

Katarzyna Wągrowska, "Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej"

Zbieram się do napisania o „Życie zero waste” od tygodni i za każdym razem, kiedy układam w głowie recenzję, wychodzi na to, że wygłaszam tyradę na temat tego, co sądzę o życiu bezresztkowym, a nie o książce Katarzyny Wągrowskiej. Mam nadzieję, że udało mi się wreszcie opanować i teraz rozsądnie wydam opinię na temat.

Otóż książka Wągrowskiej jest dobra, w przeciwieństwie do wielu poradników na wiele tematów pisanych przez blogerki/blogerów i entuzjastki/entuzjastów, że przypomnę chociażby nieszczęsną Minimalistkę Katarzynę Kędzierską, zafascynowaną księdzem Stryczkiem. Można „Zero waste” czytać bez zgrzytania zębami głównie dlatego, że autorka pogłębia problematykę i nie pisze tylko i wyłącznie w oparciu o mądrość własną (lub nadęte cytaty), ale także rozmawia z ludźmi zaangażowanymi w temat i jego okolice: na przykład z Olgą Drendą, która przytomnie zauważa, że postawy minimalistyczne są związane z życiem spokojnym, stabilnym finansowo i wyposażonym w pewną ilość wolnego czasu, który można przeznaczyć na świadome wybory, wiążące się zazwyczaj z większym wysiłkiem niż automatyczny rajd po najbliższym spożywczaku. O uciążliwościach związanych z organizacją zakupów bezodpadowych mówi też szczerze Wągrowska, opisując przekonywanie sprzedawców i sprzedawczyń do tarowania opakowań czy bardziej może nawet męczącą praktykę pamiętania i planowania większości nabytków. Kolejna z rozmówczyń, Agnieszka Sadowska-Kończal, specjalistka od ekologii i zrównoważonego rozwoju, opowiada o swoich codziennych priorytetach twierdząc, że zależy jej na ograniczaniu odpadów, ale nie zamierza zostać niewolnicą tej idei.

Oczywiście wywiady to tak naprawdę niewielka część książki Wągrowskiej, która przede wszystkim radzi w zgrabnie skrojonych rozdziałach jak śmiecić mniej i jak mniej marnować. Tutaj też nie mam się do czego przyczepić, chociaż jako eks-właścicielka psa jestem sceptycznie nastawiona do papierowych torebek na odchody, a jako matka dziecka nie do końca zachwyciłam się pomysłem na prezent w postaci „kuponu na przeżycia” (autorka wymienia spacer śladami zwierząt po lesie, zabawę w chowanego, zabawę w berka, noszenie na barana i wspólny czas z grami planszowymi). Wydaje mi się, że te „przeżycia” powinny być normą, a nie prezentem na urodziny czy Gwiazdkę.

I tyle, natomiast choćbym nie wiem jak gryzła palce, to muszę napisać na koniec, że autorka jest kobietą i wszystkiej jej rozmówczynie to kobiety i bardzo to piękne ale zastanawiam się czasem kiedy wreszcie będziemy rządzić światem jeżeli teraz zajmiemy się produkcją mydełek z resztek mydełek i ganianiem po sklepach i bazarach gdzie nasypią nam grochu do własnoręcznie uszytej lnianej torebki a potem będziemy karmić domowe dżdżownice resztkami organicznymi i wozić kompost na działkę bo jakoś nie widzę żeby mężczyźni mieli ochotę się tym zajmować i wcale im się nie dziwię no powiedziałam to w końcu uff.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak ma na imię ojciec Izabeli Łęckiej?