Czerwone i czarne, Kamila Czul

Kamila Czul, "Pani Kebab. Opowieść polskiej emigrantki"

“Pani Kebab” to książka troche skrzywdzona - kiepską, przesadzoną okładką, megalomańskim blurbem Michała Witkowskiego i samym tytułem. Szkoda, bo może odrzuci was od lektury a nie powinniście się zrażać, gdyż jest to opowieść, której warto dać szansę. Bardzo warto.

Pani Kebab to polska nauczycielka (i tłumaczka, i pomoc w sprawach trudnych) w szkole podstawowej w Leeds, która jako “specjalistka od języków wschodnioeuropejskich” uczy dzieci emigranckie (i co bardziej upośledzone brytyjskie), co jest trochę jak oglądanie “Pathology Channel”. Kilkadziesiąt opowieści ze szkolnego świata napisanych z przenikliwym humorem, ale i sporą dawką refleksji nad dziećmi i rodzicami w świecie angielskiego, robotniczego, niezbyt zamożnego miasta. Pamiętacie Vicky Pollard z “Małej Brytanii”? Takich postaci w “Pani Kebab” znajdziecie dziesiątki i opisane są one brawurowo a krótkie historyjki byłyby literackimi perełkami, gdyby nie nieufność autorki we własne zdolności. Otóż bowiem jest to kolejna ofiara Masłowskiej i szyku przestawnego. Gdyby autorka zaufała własnemu językowi, który czasem się przebija, byłoby strawniej. A chwilami jest niestety parodia. Szczególnie, że już nawet Masłowska nie pisze Masłowską, jak zwróciła mi uwagę MH., z którą konsultowałem swoje wrażenia. Konsultacje były potrzebne, bo trudno wystawić Pani Kebab jednoznaczną ocenę. Mógłbym sobie ją radośnie zjechać i skreślić z listy lektur, ale jednak dajcie jej szansę, świat angielskie szkoły podstawowej wciąga i przesiedziałem trzy godziny wciśnięty w krzesło.

W drugiej części poznacie inną twarz Pani Kebab. A może twarz tą samą, ale w innym sztafarzu. Pani Kebab pracowała również jako tłumaczka dla służb socjalnych, policji, sądów itd. Kamila Czul opisuje wizyty u maltretowanych kobiet, tłumaczenia na sali sądowej czy podczas przesłuchania, rozmowy z zagubionymi ludźmi, którzy myśleli, że jadą do socjalnego raju. To jest cholernie smutne i daje do myślenia, ale tracąc pazur i humor Czul za bardzo zbliża się do płaczliwych historii rodem z “Z życia wzięte”, które namiętnie podczytywałem w domu rodzinnym do obiadu. Nauczyłem się dzięki tej lekturze jak nigdy nie chciałbym pisać i czego nigdy nie chciałbym czytać. Było blisko, żeby Czul wdepła w ten świat, ale na szczęście potrafi pisać i jakoś wybrnęła z durnego sentymentalizmu.

Osobiście drażni mnie to, że w “Pani Kebab” Polacy są uznawani za najlepszych uczniów i nauczycieli. Czesi to rasiści a dzieci z Afryki są takimi stereotypowymi, grzecznymi i zastraszonymi dziećmi z buszu. Czasem chciałbym też dłuższych historii i jednak wyważenia pomiędzy humorem i poważniejszą opowieścią. Takie podszczypywanie mnie, gilgotanie przez dwadzieścia stron robi się odrobinę bolesne. Także niewiele dowiadujemy się o samej Pani Kebab, na czym chyba ta książka traci.

Mimo tych wad, niedociągnięć i ewidentnych błędów, mimo wkurzającego czasem języka i monotonii konstrukcji, “Pani Kebab” to książka której warto dać szansę. No i nie czytajcie jej w miejscach publicznych, bo jest szansa, że ze śmiechu kogoś oplujecie lub będziecie brani za osoby niezbyt rozgarnięte.

Jeszcze raz ostrzegam - jeśli wasze poczucie humoru nie jest odrobinę wredne i chamskie, jeżeli wolicie subtelnie się uśmiechnąć niż porechotać na głos, to pierwsza część “Pani Kebab” raczej do was nie trafi. Ja mam poczucie humoru z mocnym nalotem gimbazowym, zatem doskonale się czułem w trakcie lektury.

Podsumowując - nie narodziła się wielka gwiazda, ale to ciekawy debiut i czekam na drugą książkę, w której może już autorka zapozna nas z fabułą bardziej skomplikowaną i większą pewnością własnego języka. I nie pozwoli, by Michał Witkowski na okładce jej książki polecał Michała Witkowskiego.

Ps. Miało być zdjęcie z kebsem a jest z owsianką. Zdrowiej.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak miała na nazwisko Oleńka z "Potopu"?