Wydawnictwo Literackie, Martyna Bunda

Martyna Bunda, "Nieczułość"

Uwaga, możliwe spoilery, ale dziś trochę analizuję, więc się ich nie uniknie.

„Nieczułość” to ujęta w perspektywie kilkudziesięciu lat historia czterech kobiet mieszkających w kaszubskiej wsi. Rozela samotnie wychowuje trzy córki: Ildę, Gertę i Trudę, Rodzinny dom stojący w miejscu zwanym Dziewiczą Górą, na obrzeżu wioski, przez lata będzie przystanią dla dziewcząt, wychodzących w świat i wracających do matki, by w znanych sobie murach leczyć złamane serca i lizać rany.

„Nieczułość” zgrabnie wpisuje się modę na rodzinne opowieści z Wielką Historią w tle (Małecki x3, „Góra Tajget” Anny Dziewit-Meller, „Duchy Jeremiego” Rienta).

Narracja Bundy koncentruje się ewidentnie wokół her-story – i to jest najciekawsza jej cecha. Dziewiczą górę zamieszkują kobiety – Rozela i jej córki, w kolejnym pokoleniu pojawiają się trzy córki Gerty. Synowie Trudy (jeden biologiczny, jeden przyszywany) są katalizatorami dramatycznych wydarzeń („macierzyństwo” Ildy, aresztowanie Rudego Jana), ale potem dyskretnie znikają z pejzażu powieści, by w końcówce wyjechać do Stanów Zjednoczonych i już na dobre usunąć się z rodzinnego, kobiecego continuum. Obecność mężczyzn w życiu rodziny jest ciekawie stopniowana przez autorkę w miarę następowania pokoleń – matka wychowuje Rozelę samotnie (tajemnicze zaginięcie narzeczonego w dniu ślubu wyjaśnia się dopiero po latach). Rozela ma męża, ale całkowicie nieobecnego. Symbolicznym zabiegiem wydaje się w tym kontekście podział książki nie na klasyczne rozdziały, a na pięć części odpowiadających porom roku („zima” pojawia się dwa razy, w otwarciu i w zamknięciu), zastępujących czas kalendarzowy cyklicznym czasem natury, czasem kobiet.

Losy mieszkanek Dziewiczej Góry toczą się w cieniu Wielkiej Historii – najmocniej na ich życiu odciska piętno II wojna światowa. W przypadku Rozeli „odcisk” nie pozostaje wyłącznie metaforą, kobieta do końca życia ukrywa na brzuchu bliznę po rozgrzanym żelazku, którym przypalili ją podczas zbiorowego gwałtu żołnierze Armii Czerwonej. Truda, wywieziona do Niemiec na roboty, wraca do wioski z niemieckim narzeczonym, którego matka bez wahania przepędza, determinując być może kształt życia dziewczyny – dzięki temu jednak Truda pozostaje w kraju, a więc w orbicie kobiecego świata rodziny. Ilda fantazjuje o maszerujących przez wioskę żołnierzach, a Gerta przez lata musi mierzyć się z poczuciem winy wobec matki – schowana w piwnicy przetrwała bez szwanku plądrowanie domu przez Rosjan, nie może jednak zapomnieć własnej bierności w obliczu krzywdy wyrządzonej matce. O ile traumy wojenne pozostają na zawsze wpisane w psychikę kobiet, o tyle powojenna historia Polski traktuje je raczej łaskawie. Wyjątkiem jest oczywiście aresztowanie Rudego Jana za przynależność do partyzantki AK. Mąż Trudy na fali amnestii wychodzi z więzienia jako człowiek zniszczony fizycznie i psychicznie. Jednak, co znaczące, Truda i jej rodzina, załamane oczywiście jednostkową tragedią człowieka, nie do końca winią za to wydarzenie system polityczny, w którym żyją. PRL jest w „Nieczułości” praktycznie nieobecny, jego opresyjna rola słabo zaznaczona. Rozela i siostry doświadczają wprawdzie niektórych jego absurdów (kontrola czystości rasowej świń, zakaz uboju, handel wymienny – nawet przed oblicze Bieruta można dostać się dzięki pięknie haftowanym serwetom), ale w ich świecie wewnętrznym nie ma miejsca na polityczne refleksje. Życie skupia się wokół innych spraw. Jest to podejście, które wydało mi się oryginalne i odświeżające, szczególnie w dzisiejszym, zaangażowanym ze wszystkich stron dyskursie, w którym trudno znaleźć miejsce dla zwykłej, codziennej neutralności.

Autorce udaje się oddać w przekonywujący sposób złożoność relacji pomiędzy kobietami z rodziny. „Nieczułość” nie jest laurką pokazującą, jak zły świat krzywdzi, ale zawsze jest ciepła matka i kochane siostry, w których miękkich ramionach można się oczyszczająco wypłakać. Przeciwnie. Rozela bywa zimna, autorytarna, swój stosunek do córek określa w kategoriach władzy, wraz z posuwaniem się w latach ubolewając nad jej utratą. Wyrzuca z domu narzeczonego Trudy, zawierającą niewłaściwy związek z żonatym mężczyzną Ildę zamyka w piwnicy, skazuje Trudę na poród domowy, tradycyjny, być może trwale odbierający kobiecie szanse na szczęśliwe macierzyństwo. Relacje pomiędzy siostrami też są słodko-gorzkie. Pojawia się rywalizacja o względy matki, o pierwszeństwo wejścia w prawdziwą dorosłość, o status społeczny. Ilda, Truda i Gerta patrzą na siebie trzeźwo, krytycznie oceniając życiowe wybory pozostałych, a także szacując ich wpływ na własne doświadczenia. Jednak w obliczu trudności rodzina zawsze konsoliduje oblicze, czego symbolem jest kilkakrotnie pojawiająca się w książce sytuacja, w której siostry idą razem, trzymając się pod ręce, pod prąd i na przekór całemu światu wspierając tę, która akurat najbardziej tego potrzebuje. Bardzo podoba mi się ten obraz niełatwej solidarności, konsekwentnie budowany przez całą powieść.

Co ważne, mieszkanki Dziewiczej Góry nie zamykają się w stereotypach: nadwrażliwości i szaleństwa (Truda), poświęcenia (Ilda) czy kobiecej solidności (Gerta). Autorka z dużą wrażliwością skupia się na drobnych, nie zawsze przyjemnych rytuałach kobiecości: czesanie i farbowanie włosów, budowanie własnej atrakcyjności, wreszcie wybór stroju do trumny i dyskutowanie pogrzebowych rytuałów, oswajające nadchodzą śmierć.

Czytać.

Kup książkę w Gildia.pl!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?