Dowody Na Istnienie, Olga Gitkiewicz

Olga Gitkiewicz, "Nie hańbi"

Tu jest nędza. Tu jest krzyk głodnych mas.
Tu jest rozpacz co ściska gardło.
...W ciemnych dymach i w groźny czas, 
dniem i nocą 
huczał Żyrardów

Tej strofy Miłosza w książce Gitkiewicz nie ma (jest inna), ale i tak ciągle o niej myślę. Autorka „Nie hańbi” wychodzi właśnie od historii Żyrardowa, z którego pochodzi jej rodzina – modelowego miasta robotników, zbudowanego przez światłych fabrykantów lnianych tkanin OH WAIT. Sama w to wierzyłam, jak w sen złoty, ale Gitkiewicz pisze, że wcale tak wspaniale w Żyrardowie nie było, a wszelkie instytucje opiekuńcze, działające stosunkowo krótko w swoim właściwym kształcie, miały jedno zadanie: podnieść wydolność pracowników. Żłobki budowano po to, żeby lepiej wyzyskać pracę kobiet. Fundusze zdrowotne i emerytalne skutecznie przywiązywały robotników do miejsca zatrudnienia, a skoro byli przywiązani, to można było pokombinować z ich wynagrodzeniami. I tak dalej, i tak dalej. W zasadzie można się było tego spodziewać, ale i tak boli przy czytaniu.

Dalej autorka zajmuje się współczesnymi stosunkami pracy i ich ofiarami: szeregowymi podwładnymi korporacji, kierowcami (straszny rozdział), pracownikami Amiki Wronki z idealnym pakietem socjalnym i pensją starannie wyliczoną na poziomie płacy minimalnej. Gitkiewicz umie pisać: staranny język, narracja prowadzona z nerwem i wyczuciem. Możemy więc złożyć na karb mojego czepialstwa, że wolałabym tę książkę w wersji jeszcze bardziej o Żyrardowie i jeszcze mocniej o rodzinie autorki, a mniej o współczesności. Albo o współczesności mocniej filtrowanej przez odwiecznie niewesołą perspektywę siły roboczej średnio wykwalifikowanej.

„Dobrze: pracują, zarabiają pieniądze. Ale twierdzenie, że to jest taka praca jak każda inna, kiedy ktoś jedzie dorywczo pracować za granicę czy zbiera runo leśne, to trochę pokazuje, jak bardzo upadliśmy, myśląc o tym, czym jest praca” – mówi Adam Mrozowicki, socjolog, podsumowując rozdział o mieszkańcach Szydłowca, miasta-legendy, słynącego z rekordowo wysokiego wskaźnika bezrobocia. I to jest być może najciekawszy kierunek refleksji, proponowany przez Gitkiewicz, podkreślony przewrotnym tytułem. Co właściwie kryje się współcześnie pod pojęciem „praca”? Czy z pracą nadal wiąże się jakiś etos, czy jest pożądanym dobrem, przykrą koniecznością, sposobem na określenie siebie, a jeżeli tak, to dla kogo i dlaczego? Jak odnaleźć się w świecie, który nadal wciska nam formułkę „zrób kurs komputerowy, przekwalifikuj się, zmień pracę, weź kredyt”?

Być może te wątki mogłyby zostać wydobyte nieco mocniej, ale i tak jestem zadowolona oraz stanowczo zachęcam do przeczytania dwustu stron „Nie hańbi”, jako punktu wyjścia do własnych ćwiczeń umysłowych.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak nazywał się chomik Ewy Kuryluk?