Albatros, Bellona, Henryk Woźniakowski, Antoine de Saint-Exupéry, Małgorzata Musierowicz, Nasza Księgarnia, Anna Węgleńska, Astrid Lindgren, Teresa Chłapowska, Irena Szuch-Wyszomirska, Monika Pollak, Margaret Mitchell, Michaił Bułhakow, Henryk Sienkiewicz, Lew Tołstoj, Kazimiera Iłłakowiczówna, Celina Wieniewska, Irena Lewandowska, Witold Dąbrowski, Cdp.pl

ZA TAKICH BOHATERÓW DZIĘKUJEMY…

Nadal tkwię w trybie jesiennym: wstając rano (czy to w ogóle jest rano, skoro za oknem ciemno?) zaczynam w głowie odliczanie do wieczora (czy to na pewno wieczór, skoro cały dzień było szaro?), kiedy to znów będę mogła znaleźć się pod kołdrą, w towarzystwie okruchów z tostów, plam po keczupie oraz aktualnie czytanej powieści.

Ach, literatura, rozkoszna ucieczka od burej egzystencji i wkurzających towarzyszy niedoli żywota. Hm. Chwileczkę. A co, jeżeli czytamy w najlepsze, a bohater okazuje się nie do zniesienia? Oto poparta gruntownym ankietowaniem krewnych i znajomych (lecz nadal mocno subiektywna) lista najbardziej irytujących postaci, jakie nosiły karty książek.

1. Anna Karenina (Anna Karenina, Lew Tołstoj)

Okropny typ osoby, która nigdy nie jest zadowolona. Mąż, dziecko, pieniądze, pozycja społeczna – to mało, Anna pragnie miłości wielkiej i porywającej. Na szczęście, o czym zapomniałam wspomnieć, jest też piękna (Anna, miłość prawdopodobnie też), więc bez większych problemów zdobywa serce hrabiego Wrońskiego. Czy mając jego i nową, pyzatą córkę, jest wreszcie ukontentowana? Skądże. Nawet w ostatniej sekundzie życia na torach kolejowych zastanawia się z przerażeniem, co też kazało jej zaordynować sobie tak nieprzyjemny koniec. Mówiąc poważnie: rzadko kiedy trafia się w książce postać, którą mamy ochotę solidnie wytargać za ucho w każdej scenie, w której się pojawia. Ale Lew Tołstoj stworzył wspaniałą powieść, must have na liście na bezludną wyspę. A Anna Karenina, no cóż. To ja. To my, goniący wiecznie za czymś więcej. I dlatego patrzenie na jej szarpaninę tak boli.

2. Melania i Ashley (Przeminęło z wiatrem, Margaret Mitchell)

Skoro jesteśmy przy wielkich, realistycznych powieściach, spójrzmy na najbardziej irytującą parę, niestety nieodłącznie towarzyszącą parze wspaniałej i pełnokrwistej, którą tworzą Rhett Butler i Scarlett O’Hara. Małżeńskie stadło Melanii i Ashleya jest nudne, miłe, poprawne, hołdujące wartościom, zgodne i nawet płodne, na swoją wyraźną zgubę. Wprawdzie Ashley przejawia minimum ikry, podkochując się w Scarlett, ale ten mdły, nieskonsumowany afekt czyni biedaka jeszcze trudniejszym do zniesienia. Jakby tego było mało, w polskim tłumaczeniu Melania zostaje zdrobniona do Meli, i pod tym imieniem figuruje przez większość czasu, przywołując na myśl gimnazjalny slang. Dobrą Melę przynajmniej na koniec spotyka zasłużona śmierć. Ashley plącze się po świecie dalej, można przypuszczać, że po kres swoich dni będzie zatruwał życie biednym Butlerom (bo oni na pewno się pogodzą, prawda?)

3. Mały Książę (Mały Książę, Antoine de Saint-Exupery)

Tajemnicze dziecko z pustyni, tudzież z odległej planety, odziane w artystowski szal. Fan róż, baranków i skarbnica cytatów, które tak zachwyciły i zachwycają, że nie da się już na nie patrzeć. Ileż to razy nauczycielki wpisywały mi do pamiętnika frazę o prostym sekrecie patrzenia sercem! Po latach mogę im z pełną odpowiedzialnością zdradzić, że najlepiej jednak patrzy się mózgiem, do którego przyłączone są zarówno oczy, jak i serce. Mały Zarozumialec na koniec ginie, a jakże. Zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość, każącą autorom ku pocieszeniu czytelników uśmiercać płody kreacji zbyt irytujące, by mogły dłużej trwać.

4. Mistrz (Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow)

Najsłabsze ogniwo w powieści Bułhakowa, zarówno w zamierzeniu autora, jak i w odbiorze prostego amatora powieści. Pisarz złamany przez system wypada blado w orszaku pachnących siarką, magią i spirytusem bohaterów z Piekła i Kraju Rad. Chciałoby się poklepać go po plecach i rzec „Nie martw się, biedaku, co jest takiego wspaniałego w byciu niezależnym literatem? Zjedz coś dobrego, zabierz Małgorzatę na spacer, patrz, kobieta twoich marzeń rzuca ci się do stóp, a ty co?”Ale ten typ idealisty jest nie do uleczenia. Musi walczyć, musi przegrać. Musi cierpieć i musi odejść. Pytanie tylko, czy lubimy takich Mistrzów i czy chcielibyśmy się z nimi zadawać w tzw. życiu codziennym (i jest to pytanie głębsze niż z mojego wesołkowatego tonu wynika). Wychodzi na to, że nie bardzo.

5. Pan Wołodyjowski (Pan Wołodyjowski, Henryk Sienkiewicz)

Już czuję na plecach te piekące razy, których nie szczędzą mi miłośnicy Sienkiewicza, jednoczący się z miłośnikami Szklarskiego i Nienackiego, których obraziłam w poprzednich felietonach. Ale i tak to napiszę: małego wzrostu, wąsaty, pewny siebie, polski zawadiaka zawsze kojarzył mi się z Ryczypiskiem z Opowieści z Narnii, waleczną myszą mówiącą ludzkim głosem. Tym samym Pan Michał zawsze budził moją niechęć, co działało na korzyść Azji, wytatuowanego syna Tuhaj-Beja (nie żebym odczuwała szczególną sympatię do którejkolwiek z postaci stworzonych przez Sienkiewicza, ale brnąc przez tyle setek stron trzeba z kimś jednak trzymać). W dodatku cóż robi nasz bohater w finale? Wraz z najlepszym kumplem oddaje życie za ojczyznę, wysadzając się w powietrze. Wdowy i sieroty płaczą, larum grają. To ważne pytanie w polskiej tradycji narodowej – lepiej żyć czy nie żyć? Moje sentymenty są mocno okopane po stronie życia. Dodam tutaj, że powszechną niechęcią ankietowanych dotknięte zostały wszystkie bez wyjątku kobiece kreacje noblisty – od Nel, składającej się z rącząt, ocząt i łezek, poprzez oszalałą Danuśkę (jaki kraj, taka Ofelia), po Jagienkę o kamiennych pośladkach. Nie jestem tym zbytnio zdziwiona.

6. Musierowiczówny (cykl Jeżycjada, Małgorzata Musierowicz)

Bolesna historia dla wielu kobiet z mojego pokolenia. Większość z nas zaczytywała się w kultowej Jeżycjadzie, której tomy z podziwu godną regularnością znaczyły kolejne lata młodości. Potem niektóre wyrosły na feministki i zaczęły patrzeć na Borejkówny oczami pozbawionymi łusek, a zatem o wiele mniej łaskawymi. Bo czym w gruncie rzeczy zajmują się te dziewczęta z mieszczańskiego, poznańskiego rodu? Szukają miłości, a kiedy już ją znajdą (najlepiej w okolicach matury), wychodzą za mąż, rodzą dzieci i nie bardzo mają głowę do czegokolwiek innego niż kultywowanie tradycji rodzinnego gniazda.

Im późniejsza faza twórczości autorki, tym więcej niepokojących akcentów: absolutna negacja przemian społecznych i współczesnego stylu życia przy jednoczesnym braku ich analizy, ultrakatolicki konserwatyzm, pogarda dla nuworyszów, pogarda dla mieszkańców bloków, w sumie pogarda dla wszystkich, którzy nie są pracownikami akademickimi mieszkającymi w kamienicy, utrzymującymi się na zadziwiająco dobrymi poziomie z uniwersyteckich pensji. Ostatnia powieść Musierowicz, McDusia, wywołała niemały skandal za sprawą sceny, w której chłopak „potrząsa jak szczurem” próbującą go pocałować dziewczyną i zapowiada, że następnym razem na potrząsaniu się nie skończy. Na oburzone głosy czytelniczek autorka odpowiedziała, że takie zachowanie nie jest ani przemocą, ani jej aprobatą, a potem na fanowskim forum Musierowicz zaczęła się czystka. Za takie wzorce dziękujemy, pani Małgorzato.

7. Karlsson (Karlsson z dachu, Astrid Lindgren)

Umieszczam go tu z bólem serca – to jedna z moich ukochanych książek z dzieciństwa, odziedziczona po mamie. Ale muszę przyznać, że jest coś niepokojącego w dorosłym mężczyźnie w krótkich spodenkach, ze śmigłem na plecach, który wlatuje do pokoju siedmioletniego Braciszka zawsze, kiedy rodziców nie ma w domu, a starsi brat i siostra zajmują się swoimi sprawami… To oczywiście żart – nie wszyscy dorośli są pedofilami, niektórzy są po prostu mili (jak śpiewali Dan le Sac Vs Scroobius Pip). Jednak nawet pozbawiony dwuznaczności Karlsson jest po prostu nieprzyjemnym gościem – zjadającym biednemu Braciszkowi słodycze, psującym zabawki, żerującym na jego bezdennej naiwności. Już jako dziecko miałam nadzieję, że ktoś go w końcu zobaczy i solidnie zbeszta.

Lista ta mogłaby ciągnąć się jeszcze przez dziesiątki punktów – moi znajomi nienawidzą bowiem: Rona Weasleya, Raskolnikowa, hobbitów ze szczególnym wskazaniem na Pippina, Nemeczka, Izabeli Łęckiej (oj tak… – przyp. red. nacz.), Cezarego Baryki, wszystkich bohaterów Mickiewicza i Słowackiego razem i z osobna, Lisbet Salander, Holdena Caufielda, Mikołajka wraz z całą rodziną i każdym kolegą, a nawet Romea i Julii. Jednak na pewno macie swoje typy, którymi pragniecie podzielić się w komentarzach poniżej. Zapraszam! Wyrzućcie to z siebie.

jeden komentarz

gość

11.05.2019 12:04

Ale ty jesteś szkaradnie brzydka, autorko tekstu, a sama wszystkich tylko krytykujesz.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak nazywał się chomik Ewy Kuryluk?