Cdp.pl, ebooki, Alina Kreisberg, Italo Calvino, W.A.B

KOCHANY PAMIĘTNIKU – O MOIM PIERWSZYM EBOOKU

Kochany pamiętniku,

deklarowałam zawsze, że papier i tylko papier, a nieoczekiwanie kupiłam czytnik ebooków. Taka spontaniczna decyzja, zainspirowana odkryciem, że nie jest to już tak wielki wydatek jak dwa lata temu, gdy ostatnio sprawdzałam ceny. W niedzielę wieczorem pierwsza elektroniczna książka, Niewidzialne miasta Italo Calvino, trafiła do folderu „Przeczytane”. I jak się z tym czuję?

Początki nie były łatwe…

Po stronie „niepewność” występują:

– technologia. Nie lubię uczyć się obsługi nowych urządzeń, zazwyczaj włączam je i sprawdzam, jak daleko zajdę bez zaglądania do instrukcji. Czytnik okazał się w miarę intuicyjny, chociaż nie łudzę się, że po lekturze jednej, niedługiej książki znam wszystkie jego możliwości. Ale jednak czułam lęk i trzy dni chodziłam wokół pudełka, zanim odważyłam się podłączyć urządzenie do ładowarki. Natomiast mój tata nie bardzo radził sobie z delikatnymi przyciskami i w końcu oddał mi ekran ze słowami „E, nie mam okularów”.

– estetyka. Sam czytnik jest śliczny i zgrabny, przypuszczam, że można dokupić do niego setkę gadżetów i opakowań, swój noszę na razie w torbie, owinięty apaszką. Ale co z utraconą estetyką książek? Calvino w wydaniu W.A.B.-u jest piękną książką, starannie zaprojektowaną częścią serii. W postaci ebooka – cóż, jest tylko literami. W dodatku te litery czasami są dziwnie rozmieszczone na ekranie, a to trochę za wąsko, a to dziwna spacja, a to dwa wyrazy złączone w jeden.

Co poczytamy dziś w tramwaju

Do tego można się przyzwyczaić, gorzej, że każda czytana książka będzie wyglądała tak samo. Zbiór znaczków na ekranie, żadnych dodatkowych doznań. Widzę wprawdzie reklamy czytników HD, z kolorowymi wyświetlaczami, ale na razie to produkty elitarne. W przypadku książki wersje mogły się różnić okładką – twarda, miękka, ewentualnie kilka jej wersji. Zastanawiam się, czy podział na lepsze i gorsze czytniki spowoduje, że będą ebooki luksusowe, z materiałami dodatkowymi, a dla reszty zostaną tylko te czarne literki na białym tle (już takie się pojawiają, pisaliśmy o jednym takim ebooku 2.0 nawet pisaliśmy na cdblog.pl – przyp. red.)

– namacalność. Książka to coś więcej niż przedmiot, którym jest, ale trudno rozstać się z koncepcją fizycznego obiektu. Na razie ebooki są niewiele tańsze niż „zwykłe” książki i łapię się na myśli „Dooobra, dołożę to 10 zł i będę MIEĆ”. Nie wiem, jak długo będzie trwało uczenie mózgu, że na czytniku też książkę MAM. Nie mogę jej wprawdzie tak łatwo nikomu pożyczyć (czego bardzo żałuję, bo lubiłam tę natychmiastową wymianę ciekawych pozycji), ale ona niewątpliwie istnieje, tak samo jakby była wydrukowana. W dodatku łączy się to z kwestią uniformizacji, o której wspomniałam powyżej.

Po zakupie czytnika miałam myśl: porządki! Pozbędę się półki angielskiej klasyki, wymiętych Penguinów, gdybym kiedyś miała jeszcze czas i ochotę czytać Davida Copperfielda – będzie czekał na dysku. Zaczęłam oglądać te książki i taka sprawa – tę dostałam od mamy i jako pierwszą w życiu przeczytałam po angielsku bez słownika. Na tę wylała się miska z ginem w pamiętnego Sylwestra 2004. A tu – Francuz, którego adorowałam napisał mi na marginesie nieznane wtedy słowo éventail (świetny sposób na podryw – ortografia, brawo dla dwudziestoletniej mnie). Czy pliki mobi albo epub będą takim nośnikiem wspomnień? A może na sentymenty nie ma już czasu i dobrze właśnie wysterylizować swoje życie?

Przechodzę jednak na stronę plusów elektronicznych książek:

– oszczędność miejsca. Tutaj nie trzeba dużo pisać. Ostatnia przeprowadzka uświadomiła mi, że na taką bibliotekę, jaką posiadam, może pozwolić sobie ktoś z własnym mieszkaniem. Natomiast noszenie dziesiątek pudeł na czwarte piętro ze świadomością, że kiedyś trzeba będzie je znowu znieść przy zmianie lokalu… I mam tych książek już o dwie półki więcej niż w momencie przenoszenia, bo nałóg kupowania musi być zaspokojony.

Po drugiej stronie lustra – dziesiątki ebooków pod jednym, płaskim ekranem, możliwość przechowywania tysięcy na dysku. Przestrzeń w mieszkaniu! Albumy wyeksponowane na półkach, a nie stłoczone między powieściami, do których w większości przypadków już nigdy nie zajrzę i mogłabym je spokojnie komuś oddać, ale mają ten jeden wspaniały akapit (na 700 stron, jak Obce dziecko Hollinghursta). W przypadku ebooka mam ten fragment na jedno zawołanie słowa-klucza, a w przyszłości nie pęknie mi od niego kręgosłup.

Fragment zakupów z ostatniego półrocza

– elektroniczne zakładki. Kiedy czytam książkę, piszę potem o niej notatkę na „Kurzojady”, a do tego przydają mi się zaznaczone miejsca w tekście. Próbowałam pasków papieru, próbowałam naklejanych karteczek – to wszystko jest niezwykle ciekawe dla mojej dwuletniej córki, która przynosi mi potem przearanżowany egzemplarz ze słowami dumy na ustach „Mamo, ja sama”. Dziękuję, dziecko. Elektroniczne zakładki nie kasują się na szczęście zbyt łatwo.

– wygoda. Czytnik dobrze się trzyma. W tramwaju, w wannie, przy jedzeniu, w pościeli. Nie próbowałam jeszcze przy zmywaniu, bo zmywa mąż, ale wierzę, że można. Nie ma wiecznie zamykającej się książki, ciężkiej książki, zdań wpadających w zbyt słabo otwierający się grzbiet. Nie ma wiecznego dylematu „Ile książek zabrać na wakacje, żeby nie paść pod ciężarem, ale też nie czytać potem chłamu ze spożywczego?”. Mogę zabrać sto. Mogę dokupić kolejne on-line. Wiem, wiem. Czytnik może się zepsuć. Ale bagaż też mogę zgubić.

Dobre ustawienie to podstawa

– ceny. Wspomniałam wcześniej ,że na razie przewaga ebooków jest niewielka. Ale w sumie kupując trzy książki zaoszczędziliśmy na czwartą (uśredniając). Można śledzić promocje, można upolować kupony zniżkowe rejestrując się na rozmaite newslettery. Obiektywnie – jest taniej. A że potem nie da się już odsprzedać książki na allegro, to inna sprawa. Nie każdy ma taką potrzebę.

Podsumowanie:

Nie jest łatwo. Nadal nie wyobrażam sobie, że mogłabym na czytniku studiować książki naukowe, opatrzone dużą ilością przypisów i ilustracji. Ale literatura piękna i rozrywkowa – czemu nie. Wymaga to tylko odrobiny pracy z przyzwyczajeniami, ale umysłowa gimnastyka nigdy nikomu nie zaszkodziła.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Rocznik Tristana z polskiej powieści