Albatros, Edyta Basiak, Leopold Tyrmand, Wydawnictwo MG, Sonia Draga, Wielka Litera, Znak, Prószyński i S-ka, Anna Gralak, Peter Carey, Cdp.pl, Zysk i S-ka, Karen Thompson Walker, Hillary Mantel, Urszula Gardner, Marion Zimmer Bradley, Dagmara Chojnacka, Gerard Durrell, Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Erica Heller, Magdalena Słysz, Graham Masterton, Rebis, Nasza Księgarnia, Emil Marat, Michał Wójcik, Tove Jansson, Irena Szuch-Wyszomirska, Jacek Ławicki, Philip Pullman, Tomasz Wyżyński

KSIĄŻKOWY PRZETRWALNIK JESIENNO–ZIMOWY

Pierwsze dni jesiennej mgły i pluchy za nami i można już śmiało powiedzieć – będzie tylko gorzej. Czym się zająć, żeby przetrwać do kwietnia, kiedy to znowu blade słońce zacznie dogrzewać zmięte ciała i przywiędłe umysły?

Proponuję ćwiczenia – ale nie żeby od razu biec na fitness, co to, to nie. Bądźmy rozsądni i oszczędzajmy zapasy tłuszczu. Wysiłek umysłowy zupełnie wystarczy. Oto lista 11 lektur, które przyjemnie rozgrzeją Wasze szare komórki. Kto powiedział, że zawsze musi być dziesięć?

POWIEŚCI

1. Leopold Tyrmand, "Zły"

Powieść w dobrym, starym stylu – czyli o odczuwalnym ciężarze kilkuset stron, które chciałoby się przewracać jeszcze szybciej, ale generującym wieczny dylemat: targać do tramwaju czy zostawić na wieczór w domu?  Teraz dzięki ebookowi problem zostaje zgrabnie rozwiązany i możemy w dowolnej lokalizacji cieszyć się klasyczną opowieścią o łotrach, policjantach, dziennikarzach śledczych i naiwnych dziewczętach, zaplątanych w intrygi półświatka. Połączenie Hydrozagadki z PRL-owskimi kryminałami z serii „z jamnikiem”, a przy tym przewodnik po Warszawie, w której można nadal odnaleźć miejsca z książki Tyrmanda. Ale lepiej się pospieszyć.

2.  Peter Carey, "Chemia łez"

Pozycja dla ambitnych. Powieść, którą można przeczytać w jeden wieczór i nic z niej nie zrozumieć, albo przyswajać powoli, tropiąc powiązania powtarzających się motywów. Fabuła jest prosta: załamana po śmierci kochanka Catherine, specjalistka w zakresie chorologii, koncentruje się na pracy – rekonstrukcji XIX – wiecznego mechanizmu zabawki, przy pomocy której bogaty Anglik, Henry Brandling, chciał „ożywić” – niemalże dosłownie – podupadającego na zdrowiu synka. Catherine zagłębia się w pamiętnikach Brandlinga, równolegle z mechanizmem odtwarzając jego historię i szukając odpowiedzi na pytanie co właściwie czyni nas ludźmi (i czy kategoria człowieczeństwa ma sens). Piękny, oszczędny język, ani jednego zbędnego detalu – metoda pisarska w pełni dopasowana do tematyki. Podziwiam i zachęcam.

3.  Karen Thompson Walker, "Wiek cudów"

Trochę katastrofizmu, trochę dorastania (w sumie na jedno wychodzi). Pewnego dnia media ogłaszają, Ziemia zaczyna zwalniać swój ruch obrotowy (geografia, klasa czwarta – pamiętamy?). Wydłużają się dni i noce, najpierw o kilka minut, ale potem robi się coraz dziwniej. Jakie konsekwencje dla życia na naszej planecie miałby taki fenomen? Jak radzić sobie ze zmianami zewnętrznymi i tymi, które wiążą się z wkraczaniem w dorosłość? Książka uniwersalna, poprawna jak hollywoodzki film (zresztą czytając ją można z łatwością wyobrazić sobie familijną superprodukcję), ale ciekawa i wciągająca. Po skończeniu można pożyczyć babci, synowi i szefowej, na pewno im się spodoba.

4. Hilary Mantel, "W komnatach Wolf Hall" i "Na szafocie"

Nie wiem, czy widzieliście serial Dynastia Tudorów. Jego oglądanie (oczywiście na komputerze) to jeden z lepszych momentów w moim życiu: wynajmowana kawalerka, papierosy, kosz z gwiazdkowymi przysmakami i odcinek za odcinkiem przez kilka nocy. Dwutomowa na razie trylogia Hilary Mantel, dwukrotnej laureatki Booker Prize, jest równie narkotyczna. Dwór Henryka Ósmego pokazany zostaje tym razem z perspektywy prawej ręki króla, wspinającego się szybko po szczeblach władzy Thomasa Cromwella. Nikogo nie zdziwi, że w przypadku podwładnego tego ikonicznego monarchy są to jednocześnie stopnie prowadzące na szafot. Trzecia część cyklu planowana jest na rok 2015 i mam nadzieję, że będzie to raczej styczeń niż grudzień.

5. Marion Zimmer Bradley, "Mgły Avalonu"

Dobra, czas na literaturę kobiecą, ale czary-mary, niech będzie feministyczna,  podszyta lekką warstwą fantasy i niech trzyma w napięciu do ostatniej strony (to wytarta formuła, ale takie w zaklęciu sprawdzają się najlepiej). I oto mamy klasyczne Mgły Avalonu, arturiańską legendę widzianą z punktu widzenia kobiet, opowiadaną przez pryzmat walki starego porządku z nowym – matriarchalny kult Wielkiej Bogini wypierany jest przez patriarchalne chrześcijaństwo. Ach, czy wspomniałam też, że jest miłość? Jest. Dużo. Nic przyjemniejszego niż zaszyć się pod kołdrą, pić kawę, kakao czy tajemniczy napar uwarzony przy pełni księżyca i czytać, zapominając o bożym świecie, bożym w wersji męskiej lub żeńskiej.

WSPOMNIENIA

6. Gerard Durrell, "Moja rodzina i inne zwierzęta"

Trochę życia, które przydarza się tylko w książkach, chociaż w przypadku Durrella było prawdziwe (na tyle, na ile prawdziwa może być literatura). Mały Gerry jest słabego zdrowia i nie służy mu angielski klimat, więc matka sprzedaje wszystko, pakuje rodzinę na statek i cała gromada przeprowadza się na stałe na grecką wyspę Korfu. A tam wspaniała pogoda, lokalne jedzenie, morze, zwierzęta w każdym kątku, wolność i szczęście. Idyllę przerywa dopiero wybuch II wojny światowej. Polecam na tygodnie, kiedy słońce nie zagląda do miasta, nie jestem tylko pewna, czy dla pokrzepienia, czy dla dobicia.

7. Erica Heller "Tu spał Yossarian"

Ponieważ mi też coś należy się od życia, wpisuję tę książkę na swoją listę „do przeczytania”. Miałam umieścić w tym miejscu Paragraf 22, smutnie uniwersalną wojenną satyrę, ale po drodze zainteresowała mnie książka Eriki Heller, która opisuje swoje niełatwe stosunki z ojcem na tle życia literackiego świata Nowego Jorku. Wielu pisarzy obrzydło mi po lekturze biografii, dlaczego nie miałabym poświęcić jeszcze jednego?

8. Michał Wójcik, Emil Marat, "Made in Poland"

Po wyłączeniu tej książki (czytnik!) zrozumiałam, że wszystko mi się w niej podobało i nie mam się do czego przyczepić. Kiepski punkt wyjścia do pisania recenzji! Made in Poland to wywiad-rzeka ze Stanisławem Likiernikiem, żołnierzem Kedywu, powstańcem warszawskim i pierwowzorem Kolumba ze słynnej powieści Romana Bratnego. Likiernik opowiada barwnie, jest daleki od gloryfikowania sierpnia 1944, a jego relacja z akcji „chłopaków z podziemia” na żoliborskiej ulicy sprawiła, że z emocji popłakałam się w tramwaju w godzinach szczytu, robiąc z siebie zasmarkane widowisko. Staranna bibliografia, świetne przypisy, materiał ikonograficzny (czyli zdjęcia). Obowiązkowo.

PORADNIK

9. Graham Masterton, "Magia seksu"

Każdy miłośnik książkowych horrorów wie, że Kinga czyta się dla bogactwa świata przestawionego (i dla grozy), a Mastertona dla scen erotycznych ocierających się o pornografię (i dla grozy). Każdy miłośnik Mastertona wie natomiast, że autor ten nie samym straszeniem ludzi żyje – jego drugą misją jest niesienie kaganka seksualnej oświaty. Magię seksu czytałam pierwszy raz w liceum, pożyczył mi ją kolega, ale nie była to żadna aluzja (mam nadzieję). Cóż to były za niewinne czasy, kiedy o różnych sztuczkach trzeba się było dowiadywać z książek (dla ścisłości – mówię o końcówce lat dziewięćdziesiątych, nie dwudziestoleciu międzywojennym)! Tak czy inaczej, w zimny jesienny wieczór warto udać się z taką lekturą i partnerem do łóżka, żeby pośmiać się z przypowiastek wujka Grahama, a jeżeli okażą się inspirujące, to tym lepiej. Upewnijcie się tylko najpierw, że to na pewno Magia seksu, a nie Szary diabeł lub Ciało i krew.

DLA DZIECI?

10. Philip Pullman, "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury"

Philip Pullman, autor trylogii Mroczne materie, opowiada pięćdziesiąt swoich ulubionych baśni braci Grimm, przy okazji oczyszczając je z infantylizujących i literackich naleciałości oraz opatrując komentarzem, wyjaśniającym źródła opowieści i przyczyny, dla których z takim powodzeniem trwają w czasie, wpisując się w zbiorową wyobraźnię. Polska premiera dopiero w drugiej połowie listopada, ale zamówiłam już angielską wersję i „czekam w bramie na listonosza”. Czuję, że to będzie mój hit jesieni – powrót do dzieciństwa (pamiętacie dwutomowe wydanie Baśni z żabą i krukiem na okładkach?), którego treści przemebluje mi autor jedynej książki fantasy, którą przeczytałam ze smakiem po ukończeniu 25. roku życia.

11. Tove Jansson, "Zima Muminków"

Nie oszukujmy się, po jesieni przyjdzie zima. I o ile wolelibyśmy ją spędzić jak standardowy członek rodziny Muminków – śpiąc w łóżku z brzuchem pełnym igliwia (no dobrze, może czegoś smaczniejszego) w oczekiwaniu wiosny, to jednak spotka nas los Muminka – przedzieranie się na jawie przez nieprzyjazny świat. Można je sobie uprzyjemnić czytając magiczną opowieść Tove Jansson, traktującą o strachu przed nieznanym i możliwościach jego oswajania. Jestem ciekawa, jak książka, która chyba najmocniej kojarzy mi się z dzieciństwem i pożółkłym papierem prezentuje się w wersji elektronicznej.

Do pracy! Kiedy odłożycie ostatnią książkę na półkę, pewnie będzie już wiosna! Wiosna 2017.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kaśka u Zapolskiej