Kultura Gniewu, Jacek Świdziński, wywiad, Cdp.pl

„MUSIAŁEM MIEĆ BOHATERA POLAKA, ŻEBY BYŁO SIĘ Z KIM IDENTYFIKOWAĆ”

Krótki wywiad z Jackiem Świdzińskim, autorem komiksu Zdarzenie.1908.

OW: W "Zdarzeniu..." spotyka się masa postaci i kwerenda wykazuje, że wszystkie rzeczywiście mogły być w tym czasie na Syberii (no, prawie). Jak przystępuje się do konstruowania tak skomplikowanej historii?

JŚ: Najpierw chciałem zrobić "powieściowy" komiks, a po przypomnieniu sobie reguł klasycznej powieści wygrzebałem temat, którym kiedyś się zainteresowałem (szczerze mówiąc nie jestem już do końca pewien czy to nie było odwrotnie). Najpierw sporo notatek z głowy, potem czytanie o tym, co wynotowałem, z czego wynikały kolejne teksty. Następnie ustaliłem psychologię postaci i zacząłem szkicować przebieg fabuły. Ostatecznie z notatek wypadło sporo wątków i postaci, które z różnych przyczyn zaczęły mi uwierać. Kiedy już to wszystko napisałem (to dużo powiedziane, bo notatki były gmatwaniną wyrazów, wykresów, strzałek i cyfr) zacząłem to szkicować w formie malutkich paneli (mniej więcej 1 cm x 0,5 cm) lekko improwizując. Tak powstał scenariusz.

OW: Twoje rysunki zawsze były "proste", ale patrząc na „Paproszki” z 2008, a potem na „Zdarzenie...” widać, że dużo zostało oczyszczone. Prościej się nie da. Czy jest to styl, do którego dążyłeś i ostateczne narządzie, czy może finał eksperymentu i początek nowych poszukiwań?

JŚ: Wszystkie moje komiksy można by narysować w dowolnej konwencji i zawsze zastanawiam się nad tym, jak zmieniłoby to ich wymowę. I niemal za każdym razem dochodzę do wniosku, że rysowane w ten prosty sposób wypadają najlepiej. Chyba sytuacje, które wymyślam, mają taki właśnie klimat: zwyczajny, ubogi, swojski, powiedziałbym polski. Dotarło to do mnie gdy robiłem "A niech cię, Tesla!", komiks o Polsce. Czuję tu jakąś bliskość z Mrożkiem, Tomaszewskim czy najwcześniejszym Butenką, to po prostu sposób w jaki "należy" rysować "po polsku".

OW: Czy odpowiada Ci rola człowieka od minimalistycznej kreski i żartów dla kulturoznawców? Nie boisz się, że trzeci album w tej konwencji były już zbyt przewidywalny?

JŚ: Szczerze mówiąc raczej mało myślę o odbiorcy tego, co robię. To znaczy obce jest mi podejście marketingowe, "targetowanie". Opowiadam swoje po swojemu. A jeśli masz rację, to mam szczęście, bo kulturoznawcą łatwo dziś zostać, więc to, co byłoby moją grupą odbiorczą rośnie dość szybko.

OW: Skąd Dzierżyński? Nie boisz się, że odkryją to narodowcy i zrobią z Ciebie marmieładę?

JŚ: Musiałem mieć Polaka, żeby było się z kim identyfikować. Z krótkiej kwerendy wyskoczył Dzierżyński.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Erna Eltzner to bohaterka powieści jakiej autorki (podaj nazwisko)