Tomasz Sidorkiewicz, Egmont, Frank Miller, Cdp.pl

Mroczny rycerz w studni podświadomości

Kiedy mówię znajomym, że piszę tekst o Batmanie, słyszę „Ekstra, to mój ulubiony superbohater!”, a w rozwinięciu „Batman to jedyny z herosów którego nie wstyd lubić kiedy jest się dorosłym”. Coś w tym jest. I w tym czymś ma z pewnością ogromny udział reżyser Christopher Nolan, który w 2006 roku dał nowe życie kinowej wersji przygód człowieka -nietoperza. Było to zadanie niełatwe – po koszmarnych filmach Joela Schumachera publiczność najchętniej wyrzuciłaby z pamięci odzianego w lateks Bruce’a Wayne’a, eksponującego jędrne sutki i pośladki, a także wszystkich jego nieudanych wrogów i pokracznych pomocników. Jak przekonać straumatyzowanych „Batmanem i Robinem” fanów, że prawdziwy idol nadal istnieje i wróci w najtrudniejszym momencie, niczym król Artur z mitycznego Avalonu? Otóż trzeba było dać mu nowe życie - nie komiksową egzystencję, opartą na gadżetach i one-linerach, ale życie z całym jego okrucieństwem, dylematami i decyzjami, które tylko pozornie należą do tego, kto je podejmuje. Nolan obdarzył Batmana potężnym psychologicznym ładunkiem i wrzucił w świat Gotham, które nie jest już gotycką fasadą skorumpowanego miasta, ale soczewką skupiającą problemy współczesnego świata. Opisanie stworzonego przez Nolana uniwersum (przy czym zaznaczam, zanim znawcy odgryzą mi głowę, że oczywiście konstruowanego w oparciu o wątki z komiksów, m.in. Batman: Rok pierwszy, Zabójczy żart czy The Long Halloween) jest wyzwaniem, którego nie udźwignie skromny felieton, zajmę się więc tym, co w trylogii brytyjskiego reżysera jest unikatowe: konstrukcją i motywacją bohaterów. 

STRACH

„Batman: Początek” jest opowieścią o strachu. Młody panicz Wayne, brykając po obrzeżach swej posiadłości, wpada do jaskini pełnej nietoperzy i traci zmysły z przerażenia. Czy dziwi nas, że w ten stan wprawiają go właśnie nietoperze, zwierzęta związane z nocą, o których istnieniu wiemy, ale nie bardzo możemy się im przyjrzeć, żeby wyrobić sobie własne zdanie? Nie dziwi i za chwilę wytłumaczę, dlaczego. Bruce pozwala, by strach nim zawładnął, co ma przykre, lecz niezbędne dla rozwoju postaci konsekwencje. Podczas operowego przedstawienia Bruce jest przerażony pojawiającymi się na scenie skrzydlatymi stworami, nie mogąc opanować emocji, wraz z rodzicami opuszcza wcześniej budynek. Na opustoszałej ulicy kieszonkowiec Joe Chill morduje rodziców. Warto zauważyć, że Nolan wykorzystuje inną wersję niż ta znana z filmu Burtona, w której opiekunowie giną bez „pomocy” syna (za to z ręki Jokera). Dzięki temu może obdarzyć bohatera podwójną traumą: nie tylko smutkiem dorastania bez rodziców, ale także poczuciem winy za ich śmierć. Dorosły Bruce próbuje na różne sposoby poradzić sobie ze stratą: od niespełnionego planu własnoręcznego zgładzenia zabójcy bliskich, po tułaczkę po świecie i trening w Buthanie pod okiem mistrzów Ligi Cieni. Jednak to nie przynosi ukojenia – dopiero powrót do jaskini i zmierzenie się z własnym lękiem pozwalają Wayne’owi znaleźć właściwą dla siebie rolę. To, że Batman walczy w kostiumie nietoperza jest faktem tak oczywistym, że przestajemy zastanawiać się nad jego znaczeniem. Tymczasem kryje się tu ciekawy paradoks: bohater za swoje alter-ego obiera stworzenie, które symbolizuje jego traumę: nieprzepracowany lęk, który naznacza go na całe życie i czyni tym, kim jest. Stanowi to znak głębokiej akceptacji takiej wersji swojej historii, zinternalizowanie traumy i uznanie jej kreatywnej funkcji. Konstruując bohatera w ten sposób Nolan odwołuje się do motywu obecnego w wielu mitach założycielskich – na przykład rzymskiego, w którym przerażająca w realnym świecie wilczyca staje się opiekunką dwojga ludzkich niemowląt, a zarazem całego miasta. Walter Burkert, specjalista od mitologii greckiej zauważa, że ubieranie się w skórę zwierzęcia jest dla łowcy symbolem przyjęcia mocy, która wcześniej napawała go lękiem (Herkules w skórze pokonanego przez siebie lwa). Wybierając na swój znak nietoperza, Bruce Wayne może zamknąć zwycięsko pewien etap swojej historii, by mierzyć się z kolejnymi dylematami.  Padająca z ust bohatera maksyma „Turn fear against those who pray on fearful” nabiera dodatkowej głębi.  

Mówiąc o motywie strachu nie można pominąć jednego z obowiązkowych łotrów pierwszej części trylogii, nomen omen Stracha na Wróble, działającego w Azylu Arkham. Już sama lokalizacja budzi niepokój: w masowej wyobraźni szpital psychiatryczny może kojarzyć się tylko źle – „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Szklany klosz”, drugi sezon „American Horror Story”... Jednak bycie opętanym lekarzem w strasznym miejscu to mało – Strach na Wróble planuje pomóc Lidze Cieni w zniszczeniu skorumpowanego Gotham poprzez stworzenie obłoku toksyny, pod wpływem której mieszkańcy oszaleją ze strachu. Kiedy robiłam notatki do tego felietonu zaintrygowało mnie możliwe nawiązanie do filmu Burtona. Tam także gaz ma unicestwić mieszkańców miasta – ale mieszanka Jokera powoduje, że ludzie umierają ze śmiechu. W 1989 roku przerażający jest śmiech. W 2006 na taki abstrakcyjny koncept nie ma już miejsca, zostaje czysty, paraliżujący strach, który zapowiada też transformację postaci Jokera w następnej części cyklu. Mało jest rzeczy bardziej przerażających niż absolutne szaleństwo, którego jedynym celem jest podważenie każdej istniejącej normy i patrzenie na płonący świat, jak głosi jeden z najsłynniejszych cytatów trylogii Nolana.

DROGA DO PEŁNI 

A gdyby wpisać nolanowskiego Batmana w schemat procesu indywiduacji? Carl Gustav Jung opisał kilka charakterystycznych etapów na drodze człowieka, który zagłębia się w swoją podświadomość, by stać się pełnowymiarową jednostką. Najważniejszy okres podróży do wnętrza następuje, gdy zapewnimy sobie materialne bezpieczeństwo. Bruce Wayne ma ten problem z głowy, jest bogaty. Może brać się do pracy. Pierwszym archetypem, stojącym na drodze do pełni, jest Cień, mroczne treści podświadomości, budzące odrazę i sprzeciw. Dlatego w pierwszej części felietonu tak mocno akcentowałam znaczenie nietoperza jako stworzenia nocnego, nieuchwytnego – tak samo nieokreślonego jak podświadome obawy i pragnienia. Możemy przyjąć, że pokonując lęk i przeobrażając się w nietoperza Bruce Wayne integruje swoją ciemną stronę, staje się Mrocznym Rycerzem w jeszcze rozleglejszym wymiarze. W cyklu Nolana motyw przerażających popędów czających się pod maską publicznej persony pojawia się także w postaci Harveya Denta, ale on jest przykładem człowieka, który swojego cienia – rozpaczy po stracie ukochanej - zintegrować nie potrafi. Trudno o bardziej czytelną tego reprezentację niż jego dwoista twarz. 

Następną postacią z jungowskiego schematu jest Anima, pierwiastek kobiecy w psychice mężczyzny (dla kobiet Jung rezerwuje Animusa). Powoduje on, że przedstawicieli płci przeciwnej postrzegamy zgodnie z ukształtowanym w naszej podświadomości obrazem, a nie z rzeczywistością. Dopiero uwolnienie się od tej projekcji pozwala na wyzwolenie energii psychicznej potrzebnej (między innymi) do tworzenia szczęśliwego związku i dalszego rozwoju. Czy słodka i delikatna Rachel, stojąca po stronie sformalizowanej sprawiedliwości jest tak naprawdę obrazem podświadomości Bruce’a Wayne’a? Co ważne, jest przyjaciółką z dzieciństwa, (towarzyszy bohaterowi „od zawsze”, niczym cząstka duszy) w dodatku związaną z momentem, w którym Bruce wpada do jaskini nietoperzy. Jej śmierć pozwala Batmanowi na finałowe przeobrażenie w trzeciej odsłonie cyklu i cóż, ostatecznie Mroczny Rycerz opuszcza Gotham z Kobietą-Kotem (pozdrawiam Marcina Świetlickiego). Możemy więc uznać próbę animy za zaliczoną.

Ostatnim „bossem” do pokonania jest Wielki Mędrzec, figura reprezentująca ojca, potężną, wpływową osobowość. Warunkiem powodzenia na tym etapie jest uniknięcie utożsamienia się z tą mocą, odczucie własnej indywidualności. Tutaj znowu znaczące jest sieroctwo Wayne’a – metaforyczne poszukiwanie ojcowskiej figury Nolan może z łatwością przenieść na plan rzeczywisty. Z gry wykluczamy Alfreda – wprawdzie pełni funkcje rodzicielskie, ale jest raczej macierzyński – troszczy się o posiłki i strój „panicza Bruce’a”, a jego marzenie o oglądaniu podopiecznego we włoskiej kawiarence, otoczonego gromadką dzieci i z żoną u boku, jest stereotypowo wręcz kobiece. Mentorem poszukującego młodzieńca jest niewątpliwie Ra’z al Ghoul – posiada on wszelkie cechy osobowości manicznej, ogromną moc, tajemnicze wpływy – a jednak Bruce Wayne odrzuca jego wizję świata, decydując się walczyć przeciwko Lidze Cieni. W ten sposób po raz drugi opowiada się po stronie wartości reprezentowanych przez zmarłego ojca – pierwszy raz czyni to rezygnując z zemsty na mordercy rodziców. Zabijając Chilla stanąłby po stronie bezprawia, pozwalając zwyciężyć jednostkowemu instynktowi zemsty. Jako Batman wybiera służbę społeczeństwu Gotham, kontynuując marzenie Wayne’a Seniora, ale jednocześnie robi to na swój sposób: nie jako milioner-filantrop, ale jako Mroczny Rycerz. Dlatego ten etap indywiduacji także zostaje zakończony pomyślnie. 

Jeżeli wszystkie archetypy zostały pozytywnie zintegrowane w podświadomości, adept dociera do swojej jaźni i funkcjonuje na nowym poziomie: jako jednostka wyzwolona z dotychczasowych zmagań, czerpiąca siłę ze swojej spójnej osobowości, rozumiejąca innych i widząca świat takim, jakim jest, bez fałszywych projekcji własnej osobowości. W świetle zakończenia trylogii Nolana możemy przyjąć, że Bruce Wayne ten wymiar osiąga. 

Oczywiście przedstawione  przeze mnie teorie są tylko punktem wyjścia: o samym archetypie cienia można by napisać potężną rozprawę, zestawiając Batmana z Jokerem, będącym uosobieniem anarchii, z Dentem, upadłym Białym Rycerzem, czy nawet z Bane’m, który także ma wizję poprawy sytuacji biedoty z Gotham, tyle, że bardzo radykalną. Od czasów melancholijnego samotnika, którym był Batman w interpretacji Micheala Keatona ta postać traciła tylko na wyrazistości, zyskując w zamian absurdalną, popkulturową fasadę. Christopher Nolan rekonstruuje mitologię Batmana w sposób atrakcyjny nie tylko dla fanów serii, ale także dla takiej przykurzonej kulturoznawczyni jak ja. I na tym polega jego największa siła. 

Kup książkę w Gildia.pl!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Skąd się biorą dzieci? Podaj miasto