J.R.R. Tolkien, Sue Townsend, Astrid Lindgren, Maria Dąbrowska, Margaret Mitchell, Bohumil Hrabal, Lewis Carroll, Michaił Bułhakow, Cdp.pl

Jeść sól, konie kraść – ulubieni bohaterowie literaccy

Pisałam już o bohaterach literackich, których lubić nie sposób. Ale teraz jest wiosna, krokusy, bazie i endorfiny, więc z intensywnym pragnieniem włączenia się w pogodny nastrój zajmę się postaciami, które są urocze, godne podziwu lub przynajmniej chciałoby się nimi odrobinę być.  Nawet, jeżeli nie mamy ochoty się z tym afiszować.

Żeby jednak nie było zbyt łatwo, postanowiłam zastosować suwak – postać kobieca na przemian z postacią męską. W tekście o silnie zmaskulinizowanym świecie szkolnych lektur pokazywałam, jak trudno znaleźć w kanonie literatury portrety kobiet, które mają własne cele, silne charaktery i nie trafia ich za to grom z jasnego nieba. Zobaczmy, czy bardzo trudno będzie rozbić bastion męskiej fajności.

1. Pippi Pończoszanka (Astrid Lingdren, cykl książek)

Znana też jako Långstrump. Ikona feministek, rudowłosa, dziesięcioletnia dziewczynka, która mieszka sama w Willi Śmiesznotce, ma konia, małpkę, worek złotych monet oraz lubi swoje piegi. W dodatku jest najsilniejsza na świecie i potrafi doskonale poradzić sobie w każdej sytuacji: od smażenia naleśników po chwytanie złodziei. Co ciekawe, Pippi nie jest sierotą, jak wiele postaci w książkach dziecięcych i młodzieżowych (Batman, Harry Potter), w których traumatyczne doznanie wyzwala samodzielność. Wprawdzie jej matka nie żyje, ale ojciec jak najbardziej istnieje, najpierw jest marynarzem, a potem królem na Morzach Południowych. Nie ma jednak potrzeby kontrolowania tak bystrej dziewczynki jak Pippi i wpajania jej reguł postępowania właściwego dla młodej damy. Brawa dla tego pana.

2. Pippin, czyli Peregrin Tuk (J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”)

Nie zrozumcie mnie źle, bardzo lubię „Władcę Pierścieni” (ba, tak bardzo, że do tej pory nie widziałam filmu, żeby nie psuć sobie wizji wytworzonej w 1996 podczas pierwszej lektury trylogii). Ale wszyscy bohaterowie są tam niesamowicie nadęci. Bardzo dzielni, owszem. Całkiem mądrzy, nie przeczę. Gotowi do poświęceń, nie rozumiem, ale ładnie z ich strony. I jest pomiędzy nimi Pippin, trochę głupkowaty, trochę ciekawski, wierny i wytrwały. Wszyscy jesteśmy Pippinami! Albo przynajmniej powinniśmy być.

3. Barbara Niechcic (Maria Dąbrowska, „Noce i dnie”)

Może nie jest to zbyt znana książka (chociaż na YouTubie serialowa scena, w której pan Tolibowski wchodzi w białym garniturze do stawu, by przynieść Barbarze nenufary – a potem puścić ją kantem – ma ponad milion wyświetleń). Barbara może też nie jest sympatyczną kobietą – ale jest taka prawdziwa! Chciałaby całego życia, ale ciągle miota się pomiędzy nie całkiem wymarzonym, poczciwym mężem a ukochanym, leniwym synem, niezbyt zwracając uwagę na córki. Chciałaby prowadzić ożywione debaty intelektualne i być lokalną aktywistką, jak to ujęlibyśmy to w dzisiejszych kategoriach, ale jest zmęczona zajmowaniem się domem i dziećmi. I dopiero, kiedy jest już całkiem źle dociera do niej, że wcześniej nie było może aż tak tragicznie.

4. Stryjaszek Pepin (Bohumil Hrabal, „Postrzyżyny”)

Pippi, Pippin, Pepin. Mój numer jeden, zamaskowany dla niepoznaki pod czwórką. Postać wzorowana na Josefie Hrabalu, bracie ojczyma pisarza, który pewnego dnia przyjechał odwiedzić rodzinę w Nymburku i już nigdy nie wyjechał, ubarwiając życie krewniaków opowieściami, bezkompromisowym charakterem i okrzykiem „A gówno!”, kwitującym wszelkie niedorzeczności egzystencji. „Ten świat wciąż jest piękny, nie żeby był naprawdę, ale ja go tak widzę” to zdanie, które chciałabym obrać za życiową maksymę, gdybym tylko miała ducha równie silnego co skromny, czeski szewc. Póki co, koncentruję się na narzekaniu i wiem, że Pepin by tego nie pochwalił.

5. Alicja (Lewis Carroll, „Alicja w Krainie Czarów” oraz „Alicja po drugiej stronie lustra”)

Lewis Carroll był nie tylko pisarzem – właściwie wypadałoby powiedzieć, że był nie tylko matematykiem. Na szczęście pamiętamy go bardziej jako twórcę inspirującej Alicji niż autora twierdzenia „z zakresu algebry liniowej, pozwalającego sprowadzić wyznaczenie wyznacznika macierzy kwadratowej wymiaru n × n do wyznaczenia czterech wyznaczników stopnia n-1 i jednego wyznacznika stopnia n-2” (źródło: Wikipedia, hasło: tożsamość Carrolla). Sama bohaterka, wzorowana na córce znajomych Carrolla, Alice Liddell, jest dziewczynką niezależną i otwartą na nowe doświadczenia – przygody w dziwacznych krainach rządzących się logiką przemieszaną z absurdem nie przerażają jej ani przez chwilę. Alicja potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i potrząsać królową tak długo, aż zamieni się w kota. To cenna umiejętność.

6. Woland i jego świta: Behemot, Fagot, Asasello (Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata”)

Gdyby powieść Bułhakowa była grą planszową, napisałabym na jej pudełku „Kategoria wiekowa 0-99”. Czytałam tę książkę w podstawówce (byłam bardzo nieznośnym, przemądrzałym dzieckiem). W liceum akurat nie, bo po co, skoro pffff, czytałam w podstawówce. Potem wracałam do niej jeszcze kilka razy i za każdym razem znaczyła coś innego. Bułhakow w obrębie tej powieści zdołał skonstruować kilka niesamowicie silnych charakterów – dlatego raz jest to historia o Małgorzacie, raz o namiestniku Judei, a raz o radzieckich literatach, jedzących jesiotra pierwszej świeżości na tarasie Domu Gribojedowa. Najsympatyczniejsza w tym zestawie jest bez wątpienia piekielna świta szatańskiego Wolanda, zamieniająca komunistyczną Moskwę w Latający Cyrk Monty Pythona.

7. Scarlett O’Hara (Margaret Mitchell, „Przeminęło z wiatrem”)

„Przeminęło z wiatrem” znane jest niestety głównie w Technicolorze i w aureoli blasku sztucznych zębów oraz wypomadowanego wąsa Clarka Gable’a. Tymczasem to świetna książka. Naprawdę. Sergio Leone, najlepszy reżyser wszechczasów, miał zamiar oddać jej sprawiedliwość i zekranizować amerykańską epopeję Margaret Mitchell jeszcze raz, tak, jak powinna ona wyglądać. Niestety, zmarł i musimy sobie radzić z tym, co mamy. A mamy Scarlett, która w książce jest kimś więcej niż kierującą się kaprysami miłosno-odzieżowymi trzpiotką. Owszem, kocha bezsensownie i beznadziejnie Ashleya – ale w międzyczasie podnosi rodowy majątek z upadku, prowadzi świetnie prosperujące przedsiębiorstwa, rodzi trójkę dzieci i nie daje zamknąć się w ozdobnym pudełku, które powinno pomieścić niewielkie ambicje dobrze urodzonej kobiety. A w finałowej scenie, kiedy Rhett mówi słynne zdanie „Frankly, my dear, I don’t give a damn” („Frankly” pojawia się tylko w wersji filmowej) i wychodzi w mgłę, Scarlett nie biegnie za nim romantycznym truchtem. „Jutro też wstanie słońce” – konstatuje. I tak trzymać, dziewczyno.

8. Adrian Mole (Sue Townsend, cykl powieści)

Bohater, z którym dorastałam (chociaż starszy ode mnie o pokolenie) – w dalekich latach 80. w każdą sobotę zasiadaliśmy rodzinnie przed telewizorem, żeby pośmiać się z bolesnego dorastania przeintelektualizowanego nastolatka w równie bolesnej rzeczywistości Anglii pod rządami Margaret Thatcher. Potem przez lata kupowałam kolejne książki, śledząc losy Adriana, zawsze odrobinę zbyt biednego, zbyt brzydkiego i zbyt zgorzkniałego by znaleźć swoje miejsce w życiu, opisującego kolejne porażki w pamiętniku i narzekającego na przełomie wieków, że nawet ta skromna forma została wypromowana skuteczniej przez niejaką Bridget Jones, chociaż to on powinien stać w świetle jupiterów. W zeszłym roku musiałam pożegnać Adriana – już nigdy nie wymienimy skwaszonych uśmieszków intelektualistów z bożej łaski. Sue Townsend zmarła po długiej chorobie. Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował reaktywować jej sztandarowej postaci.

Felieton powoli zbliża się do krytycznej masy TLDR, dlatego nie wystąpią w nim już w rozszerzonej formie:

- Lyra Belacqua z cyklu „Mroczne Materie” Philipa Pullmana, niestety mało znanego w Polsce,

- Erast Fandorin, nieśmiały detektyw z powieści Borisa Akunina,

- Fermina Daza z „Miłości w czasach zarazy”, kobieta, którą chciałabym być,

- trzech panów w łódce – pies też zasługuje na uwagę!

- Maggie Tulliver z „Młynu nad Flossą”

- Ryjek, wiecznie obrażony przyjaciel Muminka

- Scout, bohaterka „Zabić drozda”

- Yossarian, pamiętająca o zeszłorocznych śniegach ofiara „Paragrafu 22”

W powyższe zestawienie wkrada się niepokój. Udało się znaleźć mało kobiecych, silnych bohaterek, które są jednocześnie dorosłe. Czyżby ciekawskie, odważne dziewczynki wyrastały na rozkapryszone zołzy, mimozy lub, w najlepszym wypadku, na kobiety fatalne? Mówię oczywiście o literaturze popularnej i kanonicznej, bo mimo najszczerszych chęci trudno mi uznać za ikoniczne bohaterki Virginii Woolf (chociaż pani Dalloway może by się załapała ze swoim planowanym bukietem kwiatów), Jane Bowles lub Zadie Smith.

O, zobaczcie! Tam pod spodem jest okienko na komentarze – jak zawsze zachęcam do stworzenia alternatywnej listy lub uzupełnienia powyższej!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Romansowa Teresa