Szczepan Twardoch, Świat Książki, Przemysław Bociąga

Szczepan Twardoch, Przemysław Bociąga, "Sztuka życia dla mężczyzn"

Dziwność nad dziwnościami i wszystko dziwność. Patrzę, a tu stoi na półce u magistra Łazowskiego „Sztuka życia dla mężczyzn”. Myślę, że warto się pośmiać. Spoglądam na okładkę, Szczepan Twardoch. Czuję wzrost szacunku („Morfina” była ok). Zapoznaję się z informacją na obwolucie, że to wszystko ironicznie. Czytam z nadzieją, starając się omijać wzrokiem logo Malemena i Demotywatorów na okładce.

Trudno powiedzieć, która warstwa książki obiecaną ironię sączy. Takie zdanie: „Nas też nie zawsze stać, ale podobno po butach poznaje się mężczyznę. Jak musisz, jedz przez miesiąc chleb z ziemią, ale kup sobie drogie buty, przynajmniej jedne”. Rozumiem, że ironiczny jest „chleb z ziemią”, bo nikt nie będzie go naprawdę jadł i stanowi metaforę oszczędzania. Ale kosztowne obuwie - to już na poważnie. I w tym tkwi problem tej książki – wzorzec męskości i uzupełniająca go kobiecość są dramatycznie wąskie i stereotypowe. Bogaty gentleman, który z umiarem i stylem cieszy się życiem (jacht-cygara-drogie trunki), a gdy trzeba, umie „lutnąć w mordę” (cytat), oraz mająca „to coś” matka jego dzieci. Każdy inny wybór życiowy zostaje zdyskredytowany jako niedojrzały – i znowu, zapewne w rozumieniu autorów jest to wszystko wzięte w nawias, ale nie mogę go jakoś dostrzec. Chyba że ma się zawierać w języku, który sprawia, że książka ocieka luzem: są czerwone, spocone mordy (aspirującego plebsu oczywiście), „niedorżnięte księgowe z korpa”, „skretyniałe laski z pism kobiecych” itd., autorzy nie boją się też co pewien czas rzucić, że "mają w dupie” wszystkich, którzy myślą inaczej. Ho ho, szaleństwo. Napisać w 2013, że w korporacjach pracują średniaki bez aspiracji i wyobraźni, hipsterzy noszą duże okulary, a informatycy mają wiele kobiet, ok. 20 giga na domowym dysku? Haaaa, no boki zrywać, co za obnażenie najprawdziwszych prawd.

Powiem tak: gdyby Krzysztof z Rodzinki Stokowskich istniał i zapragnął być dżentelmenem, podarowałabym mu swój egzemplarz (książki, nie mężczyzny, bo mój mąż to niestety żałosny „Przyjaciel artystów”, patrz: rozdział 1) i wiem, że nie mogłabym lepiej trafić.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jakie stopy opisała Szmaglewska?