Znak, Magda Stachula

Magda Stachula, "Idealna"

Dzień dobry, dziś raczcie spojrzeć w me popowe oblicze. „Idealna” to książka z lubianego przeze mnie gatunku: chwycić, czytać ile pary w oczach, odłożyć z zadowoleniem, zadzwonić do siostry i wycharczeć do słuchawki: „Mam coś dla ciebie, spotkajmy się o północy w miejskim szalecie, bądź sama”.

Wieść głosi, że Magda Stachula to autentyczna debiutantka – tym większy podziw za splecenie w sensowną, zgrabne napisaną powieść tylu wątków. Praktycznie nie ma się do czego przyczepić (no, chociaż mi trochę nie leżała kwestia oddawania spermy przez męża bohaterki, czy czujecie się zaintrygowani?). Są pewne uproszczenia i naiwności, ale która dziewczyna z pociągu potrafi się bez nich obejść. Przez pewien czas zastanawiałam się także, czy nie byłoby warto zarzucić autorce, że intryga kręci się głównie wokół kobiet walczących kłami i pazurami o facetów oraz licytujących się na ciąże/bobasy, ale cóż, taka konwencja. „Wolałabyś czytać o spiskach na szczycie lokalnej władzy?” – zapytał mnie małżonek i rzeczywiście, nie wolałabym.

Jeżeli macie więc ochotę na kilka godzin z dobrym kryminałem, to polecam „Idealną” i mam nadzieję, że to nie wszystko, co autorka miała do napisania. Węszę nową gwiazdę na firmamencie polskich powieści z dreszczykiem (albo to znów katar sienny).

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?