Prószyński i S-ka, Aleksandra Wierucka, S. D. Schindler, Ursula K. Le Guin

Ursula K. Le Guin, "Kotolotki"

Czy wiedzieliście, że Ursula K. Le Guin (nie za dużo tego dobrego?) pisała książki dla dzieci? Ja nie wiedziałam – ale nie czytałam też żadnej jej książki dla dorosłych, więc. Oto kotolotki – skrzydlate dzieci zwykłej, miejskiej kocicy. Oto sympatyczna, lecz trochę dziwna opowieść o nich z ładnymi ilustracjami, które sobie zeskanowałam i mam na tapecie w każdym możliwym nośniku. Dlaczego dziwna, zapytacie. Bo kotolotki opuszczają miasto – obdarzone możliwością szybowania w powietrzu mogą sobie pozwolić na los inny niż standardowy – tylko po to, żeby wdać się w wojnę z ptakami, a następnie odkryć, że miło jest być pod opieką ludzi (wiejskich). Trochę to marna przygoda, jak na mój gust. Długo nie zapomnę też pasażu, w którym mama-kocica, chcąc popchnąć dzieci ku lepszemu losowi, mówi, że muszą się usamodzielnić, bo ona zakłada nową rodzinę. Zabeczane kotki odlatują i tutaj po prostu już przeczytałam w głowie, jak mama z pękniętym sercem odchodzi do pustego legowiska, ALE Ursula K. Le Guin (nie za dużo...?) napisała coś innego. Matka kocica naprawdę ma nowego gacha i rozmawia z nim tak:
„ – Te dzieci są wyjątkowe, Jane. – odezwał się pan Tom Jones głębokim, miękkim głosem.
- Nasze też będą niezwykłe, Tom.”

No nie wiem Jane, trochę to bezduszne.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kto ocalił Izabelę Czajkę-Stachowicz?