Znak, Jacek Dehnel

Jacek Dehnel, "Krivoklat"

Z pamiętnika wyrobnika (w pewnym wydawnictwie).

Kochany pamiętniczku, „Krivoklata” czytałam pewien czas temu jako bezimienny manuskrypt (tzn. on był manuskryptem, nie ja). Miało to ten niezaprzeczalny plus, że przed oczyma duszy mojej nie połyskiwała charakterystyczna aura Jacka Dehnela, który nawet nie przyszedł mi do głowy w kategorii „autor”. Uznałam, że jest to książka rokująca i napisana zaskakująco dobrze pod względem technicznym (nie uwierzyłbyś, pamiętniczku, jakie koszmary interpunkcyjne i składniowe kryją się w plikach aspirujących – i nie tylko – literatów). Szczególnie zainteresowały mnie pasaże poświęcone konstruowaniu muzealnych kolekcji, technikom oglądania, komercjalizacji sztuki i serwowaniu tortów w muzealnych kawiarniach (miast pożywnych sznycli).

(koniec wpisu)

Ufając więc wolnej od uprzedzeń sobie z późnej jesieni 2015 muszę powiedzieć, żebyście przeczytali „Krivoklata”. Dehnela można lubić lub nie, ale napisał książkę, o której da się podyskutować. A to już niebagatelne coś.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Wisława Szymborska literackiego Nobla dostała w roku...