Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Jan Marcin Szancer, Halina Rudnicka

Halina Rudnicka, "Chłopcy ze starówki"

"Nagle od strony Wisły rozległy się huki i na niebie rozbłysło tysiące różnobarwnych gwiazdek, szybko gasnących.
- Rakiety! O Boże, co to? - zawołał Skierka.
- Salut armatni na cześć zwycięstwa. Armia Radziecka i nasze wojska wkroczyły dziś do Berlina. 
Zaczęli krzyczeć z radości i wiwatować. Wojna skończyła się. Ustanie wreszcie rozlew krwi, wrócą do domów i swoich rodzin wygnańcy i żołnierze rozproszeni po całym świecie. Będzie można odbudować zniszczone wsie i miasta, będzie można spokojnie uczyć się i pracować".

Z okazji Dnia Zwycięstwa (jak zwał, tak zwał) ta oto książka, wyłuskana z kawiarnianego parapetu (pozdrawiam Resort!). Jest rok 1945, grupa chłopców w ruinach Starego Miasta tworzy mikrospołeczność opartą na koleżeństwie i współpracy. Razem mieszkają w zrujnowanej piwnicy, zdobywają jedzenie, gotują, pomagają odbudowywać szkołę i odgruzowywać Starówkę, Wojtek pracuje jako pomocnik przewoźnika na Wiśle, Tomek szuka w rumowiskach ocalałych z pożogi historycznych kafli, klamek i innych drobiazgów, które pomogą historykom odtworzyć zabudowę dzielnicy, Skierka sadzi niezapominajki na podwórkowym grobie dziesięcioletniej sąsiadki, która zginęła w Powstaniu (dobra, znowu się popłakałam). Wychowawcza powieść dla młodzieży pełną gębą, ale jednak poruszająca i skłaniająca do zadumy. Na przykład tytuł, niby niewinny, a już na całego zastanawiam się, na ile nawiązuje do Powstania - tam bohaterscy chłopcy, naprzód Stare Miasto i tak dalej. Tutaj ci, którzy przeżyli i mieszkają teraz na zbiorowej mogile swoich rówieśników, w dusznej (dosłownie) atmosferze, która staje się znośna dopiero po kilku wiosennych deszczach. Jest o czym myśleć.

P.S. Ilustracje, także ta na okładce - Jan Marcin Szancer.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?