Daniel de Latour, Joanna Fabicka, Muza, Katarzyna Pruchnicka, Dorota Szoblik

Poczytajki pomagajki

Nad tym, co właściwie sądzę o „Poczytajkach Pomagajkach” zastanawiam się od dwóch miesięcy (chociaż od początku wiem, że nie podoba mi się tytuł cyklu). Sam pomysł serii jest prosty, ale dobry – każda z książek pomaga dziecku oswoić problem: taki, z którym zmaga się samo (dajmy na to: nieśmiałość) lub zewnętrzny, który może je dotknąć (niech będzie to złośliwa koleżanka).

Zawsze piszę o świetnej szacie graficznej książek Muzy i tu nie ma niespodzianki. Czytałam „Dokuczalską” Joanny Fabickiej z ilustracjami Daniela de Latoura i „Nową w przedszkolu” Katarzyny Pruchnickiej w opracowaniu Doroty Szoblik. Obie historie są proste, żywo napisane, z ponurym początkiem i szczęśliwym końcem. Można przyswoić bez poczucia żenady, porozmawiać z dzieckiem i będzie to dobrze spędzony czas. Moja prawie trzyletnia córka polubiła szczególnie Dokuczalską, a ponieważ jest mała i niemądra, z rozbrykanej Amelki uczyniła swoją pozytywną bohaterkę. Ale mnie treść odrobinę uwiera, w obu książkach jest to takie samo ziarnko grochu – bezradność dorosłych opiekunów wobec rozpasanych młodocianych.

W książce Pruchnickiej dzieci wyśmiewają ciemnoskórą (ale perfekcyjnie mówiącą po polsku) Zuri, dołączającą do przedszkolnej grupy. Nie chcą się z nią bawić, przezywają, dziewczynka siedzi sama w kącie dopóki nie przychodzi po nią mama. Następnego dnia przedszkole zamienia się w afrykańską wioskę, są etniczne przysmaki, mama Zuri w pięknej sukni etc. Bardzo to wszystko budujące, ale coś we mnie jednak piszczy: czy taki skansen jest potrzebny? A gdyby mama Zuri nie miała sukni ani czasu na organizację zaprawianego kardamonem przyjęcia dla trzylatków? Czy dziewczynka dalej chlipałaby w rogu, ignorowana przez personel? Podobnie jest z Dokuczalską, która od zawsze dręczy, gryzie i szczypie (także przedszkolanki). Wyraźny, mocny pat przerywa ucieczka dłoni niesfornej panienki. Kiedy wracają po kilku przygodach, Amelka jest już grzeczna, bo inne dzieci pomagały jej w trudnej sytuacji i zasłużyły na sympatię. Wprawdzie bezradni dorośli dodają obu historiom realistycznego sznytu, ale jakoś w tym przypadku za bardzo za nim nie tęskniłam.

Także wynik jest taki, że dzieciom pomagajki raczej nie zaszkodzą, ale dorosłym zaleciłabym czujną refleksję.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Iwasiów jak lody