Małgorzata Halber, Znak

Małgorzata Halber, "Najgorszy człowiek na świecie"

Nie chcę bawić się w dobrego i złego policjanta w kontekście recenzji red. Zgierskiego z „Dwutygodnika” (http://bit.ly/1BWyF1u). Planowałam przeczytać „Najgorszego człowieka na świecie” prywatnie, nie mnożyć kurzojadowych bytów, napisać parę słów o Sewerynie Szmaglewskiej czy Halinie Rudnickiej, a Małgorzatę Halber zostawić już na pastwę innych. Problem w tym, że w intymnym trybie „sobota, łóżko, domowy popcorn, mąż na koncercie, zobaczmy co się tam wypisuje, cała pościel w szczotce powieści oraz okruchach” wsiąkłam bez reszty w lekturę i uważam, że wypada o tym napisać.

Takie wykluczające stwierdzenie zabrzmi dziwnie w ustach starej, nieogolonej feministki, ale. Powieść Halber jest bardzo kobieca i to głównie dziewczyny będą ją czytać z rumieńczykiem fanowskiego zachwytu. Bo kto może mocniej identyfikować się z poczuciem wiecznej nieadekwatności, niefajności i nieładności, doskwierającym bohaterce? Kogo społeczeństwo od pierwszych lat życia tresuje w kierunku bycia miłym, pomagania mamie, wyglądania świeżo, niewinnie i seksownie do pięćdziesiątki, a potem dyskretnego zniknięcia w krainie konfitur, chociaż nikt tego badziewia nie chce jeść? Kto ma skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, jak jedna nie wystarcza, to drugą i trzecią, a w międzyczasie urodzić dzieci ukochanemu mężowi, ale koniecznie dwoje, bo jedno wyrośnie na niezrównoważonego egoistę? I nie zapominaj o uśmiechu, dziewczyno, co pani dziś taka smutna, czy musisz być zawsze nadąsana? Mam pewne wątpliwości, czy mężczyźni odczuwają tę wielokanałową presję, szczególnie, kiedy przyglądam się znajomym okazom, nawet tym bliskim i lubianym.

Czytając „Najgorszego człowieka…” czułam się nieco, jakbym dorwała się do pamiętnika przyjaciółki z liceum – pewnie, są nudne momenty i lekkie dłużyzny, czasem marszczę się z niesmakiem, co ty tu piszesz, daj spokój, ale brnę w to, bo jednak jest dużo o nas, o mnie, o znajomych dziewczynach! A, właśnie, pomimo minorowego tematu, ponuro rezonującego w mediach, książka Halber jest bardzo zabawna (albo mam coś nie tak z nastrojem i czas wrócić do szarej, państwowej poradni, gdzie skutecznie wybito mi z głowy dziwne przekonania na temat nowotworów i ogólnej niemożności funkcjonowania w świecie skażonym przykrą wizją śmierci).

Nie zamierzam twierdzić, że jest to a) wielka literatura b)książka uniwersalna, którą każdy powinien przeczytać i popaść w dojrzałą zadumę. Wręcz przeciwnie. Uważam, że ten tekst trafia najlepiej do osób o mentalności bohaterki – walczących z zachwianą samooceną, skłonnych do mniej lub bardziej destrukcyjnych zachowań, podatnych na uzależnienia. Przy lekturze „Najgorszego człowieka…” ważny jest mechanizm identyfikacji – załączy się albo nie. Jeżeli się załączy, to kupujemy świat „mieszkającej w piżamie” Krystyny totalnie. Jeżeli nie, ze znużeniem śledzimy diagnozy panienki w zielonych baletkach. U mnie guzik przeskoczył – mimo, że od lat mam z piciem niewiele wspólnego, bo przeszkadzało mi w byciu rodziną i w pracy. A praca bez opamiętania to oczywiście nie nałóg, to zaleta i cnota.

Na koniec słowo o ekshibicjonizmie, gdyż z medialnych doniesień można wywnioskować, że lepszych flaków już w tym roku do przegrzebania nie rzucą. Nie negując odwagi samego alkoholiczno-narkotykowego wystąpienia uważam, że autobiograficzna książka Halber jest dyskretna. Nie ma dosadnych opisów budzenia się w zarzyganym łóżku, subtelnie oddane są stosunki z rodzicami i partnerem. Pochwalam to, chociaż z trochę nieczystym sumieniem, bo może w innym wypadku jęczałabym, że świat przedstawiony niepełny i dajcie mi mięsa, bo już nie mogę muffinów ze snickersem?
Nie wiem, czy lektura „Najgorszego człowieka…” może mieć funkcję terapeutyczną, nie wiem, czy może pomóc w walce z nałogami, czy jej moc nie kończy się na wynajdywaniu podobieństw na linii czytelniczka-narratorka. Ale nie mam też oporów, żeby powiedzieć, że jest to bliski mi tekst, w całej swojej wdzięczno-nieszczęsnej krasie. Z tej okazji zaprojektowałam dla niego nową okładkę – oryginalna jest dość brzydka, przerażają mnie ślepe oczy tego kota.

Kup książkę w Gildia.pl!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Całe jej życie opisała Helena Boguszewska