Muza, Rafael Santandreu, Joanna Kuhn

Rafael Santandreu, "Twój umysł na detoksie. Jak nie zatruwać sobie życia"

Dwa lata temu przeczytałam „Sztukę prostoty” Dominique Loreau i od tamtej pory szukam podobnie motywującego poradnika – oczywiście, filozofia życiowa oparta na pozbyciu się wszystkiego (łącznie z rodziną) i myciu ciała szczotką z naturalnego włosia jest nieco naiwna, a jednak ma w sobie niezaprzeczalny, całościowy wdzięk.

Brakuje go zdecydowanie „Twojemu umysłowi na detoksie” – pomimo ładnej, mało popowej okładki jest to książka, do której ma się ochotę szeptać (serio) „Czemu marnujesz mój czas?”. Autor deklaruje, że jego metoda jest podbudowana a to psychologią kognitywną, a to behawioralną, ale w gruncie ma dla nas jedną radę, i to olśniewająco prostą: nie ma się co smucić, bo lepiej być wesołym. KONIEC. Jest to system tak prosty w swej głupocie lub głupi w prostocie, w iście szwejkowskim duchu, że aż trudno powiedzieć, dlaczego właściwie by go nie stosować. Dla ułatwienia Santandreau podaje przykłady ze swojej kariery terapeuty. Była sobie kobieta, która martwiła się, że jest niska, ale zrozumiała, że to głupie zmartwienie. Był sobie mężczyzna, który nadmiernie przywiązał się do dóbr doczesnych pod postacią motoru, ale zrozumiał, że to nie ma sensu.

Skala mikro nie wystarcza? Jeszcze nie jesteście wyprostowani emocjonalnie? No to proszę o uwagę. W chwilach słabości można myśleć: co o moich problemach sądziłby Stephen Hawking? (nie żartuję, taką radę daje autor) A jeżeli i to nie pomaga? Trzeba powiedzieć sobie: „To nie ma znaczenia, ważne, że nie jestem martwy”. Et voila, 300 stron w tym duchu. Przez pewien czas łamałam sobie jałową głowę, próbując przeniknąć, jak casus sparaliżowanego geniusza może pozytywnie wpłynąć na morale osób z problemami poważniejszymi niż niski wzrost, posiadanie motoru lub lęk przez publicznymi występami. Wiecie, bieda, wykluczenie, chore dziecko, jakiś rodzic ogarnięty demencją na utrzymaniu, takie sprawy. Jednak Santandreau jest twardy i nie odpuszcza. Jesteś bezdomny? Możesz pisać książkę, prowadzić bogate życie duchowe i pozyskać przyjaźń wolontariuszy w ośrodku pomocy. A jeżeli będziesz czysty i zadbany, z pewnością nie ominie cię też romantyczna miłość (ponownie: to nie żart, on naprawdę tak pisze).

I tyle, chętnie bym wam jeszcze porelacjonowała, ale muszę iść przekazać dobrą nowinę panom mieszkających na przystanku autobusowym pod moim domem. Może się wreszcie uśmiechną, niemądre ponuraki.

Kup książkę w Gildia.pl!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Ile fajerek w hecy?