Kamila Sławińska, Poradnia k, Debora L. Spar

Debora L. Spar, "Supermenki. O seksie, władzy i pogoni za perfekcją"

Rozczarowała mnie ta książka. Spodziewałam się solidnej tyrady w stylu Naomi Wolf, a dostałam dość przystępną garstkę refleksji na temat zagubienia kobiet we współczesnym świecie, ze szczególnie mocno roztrząśniętym dylematem: dzieci czy kariera oraz czy można jedno z drugim pogodzić. Zapachniało nieśmiertelnym rysunkiem Jana Kozy? Niestety, to świetne podsumowanie wywodów Spar. Jeżeli dzieci, to troje, spasionych domowym ciastem przez matkę w kaszmirowym cardiganie, wożącą je na lekcje chińskiego i z łagodnym sentymentem spoglądającą na swój dyplom z Harvardu. Jeżeli kariera, to tylko w bankowości inwestycyjnej. Innych modeli praktycznie nie ma u Spar, więc dylemat gotowy, bo chyba każdy przyzna, trójka dzieci i bankowość? NIE DA SIĘ, będzie płacz. Zadziwiająco czyta się tę książkę, osadzoną bardzo silnie w amerykańskiej mentalności i kulcie sukcesu. Nie być prezeską to jest nie być wcale.

Poza tym, zdaniem autorki, kobiety osiągnęły już wszystko w walce o równouprawnienie i byłoby dobrze, ale jest źle, bo niechcący udławiły się wolnością wyboru, pływając w oceanach możliwości. HM. Może tak istotnie jest w środowisku Spar, z lekkim wstydem deklarującej się jako wyższa klasa średnia, która nie musi zastanawiać się, co włożyć do garnka albo jak zrównoważyć garnki z rachunkami. Natomiast wszędzie indziej jest jakby… inaczej. Ale o tym w „Supermenkach” cisza.

Dalej na minusie – zadziwiająca presja na macierzyństwo, włącznie ze stwierdzeniami, że KAŻDA kobieta PRAGNIE dzieci. A jeżeli chce je mieć, to najlepiej przed trzydziestką, bo potem wiadomo, można nie zdążyć. Do kompletu przyjmijcie stwierdzenie, że jednym z głównych dramatów menopauzy jest dla kobiety świadomość, że nie może już rodzić. Pytałam moją mamę, czy jest tym bardzo załamana, śmiała się głośno i długo. (ale przyznaję małego plusa za drwiny z mistyki porodu i rodzicielstwa bliskości rozumianego głównie jako uwiązanie matki do niemowlęcia).

Rozczarowuje też marginalizowanie źródeł problemów kobiet. Słowo „patriarchat” pada bodajże raz, raz wspomniany jest backlash, w dodatku w kontekście Naomi Wolf, Susan Faludi nie występuje. Mężczyźni i stworzone przez nich struktury społeczne rzadko pojawiają się jako punkt odniesienia, jeżeli już, faceci wymieniani są jako sprytni wygodniccy, wzorowo korzystający z wolności, na której kobiety tak okropnie się wyłożyły. „Patrzcie na chłopaków” – zdaje się mówić Spar. „Są fajni i wyluzowani, wy też trochę odpuśćcie, dziewczyny, od razu będzie nam wszystkim lepiej, nie?”

Jakoś nie jestem przekonana.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Skąd się biorą dzieci? Podaj miasto