Poradnia k, Hanka Zach

Hanka Zach, "Mój wróg, moja miłość. Pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy"

Byłam teoretycznie przygotowana na tę książkę – nastolatka z okupowanej Warszawy pisze o tym, jak bardzo podobają jej się niemieccy żołnierze, a szczególnie lotnicy. Ale nawet jeżeli wie się, o czym będzie mowa, pamiętnik Hanny Zach robi ogromne wrażenie.

Zach pisze bardzo dziecinnie – śmiem twierdzić, że każda dziewczyna, która prowadziła dziennik, rozpozna w tych lekko żenujących zapiskach siebie. Rodzice nie rozumieją, pogoda się zepsuła i przeszkodziła w planowanym pikniku, koleżanki albo są najwspanialszymi powiernicami, albo spadają w rankingu sympatii na samo dno. Marzy się o romansach, o dorosłości, a tymczasem zjada się kilka ciastek naraz i jedzie na rowerze, ciesząc własną urodą (ale czy na pewno jest się czym cieszyć? Chyba tak, bo wszyscy chwalą wdzięki „Haneczki”, jak pieszczotliwo-pobłażliwie określa siebie autorka). Urocze są zgryźliwe uwagi „wyrobionej” szesnastolatki: „Same byłyśmy w parku i romantycznie spędzałyśmy czas, jeżeli w ogóle można nazwać romantycznością chodzenie z samego rana po mokrych ścieżkach ogrodu wśród różnoeuropejskiej fauny”. Albo duch czasu: „ Nie wychodziłam nigdzie dwa dni i nudziłam się piekielnie. Lolek narobił mi 5 zdjęć”. O, sancta simplicitas! Pięć zdjęć...

Dookoła trwa wojna – dzięki stosunkowo zamożnym rodzicom Hanka nieprędko odczuwa na własnej skórze związane z nią, hm, niedogodności. Rodzina przeprowadza się z Łomży do Warszawy, nie narzeka na braki w aprowizacji (Hanka często podkreśla, że piecze ciasta z prawdziwymi jajami, jada czekoladę i mięso), ale z czasem finanse Zachów ulegają pogorszeniu i pojawiają się gorzkie żale: trzeba będzie zrezygnować z lekcji muzyki, nie wiadomo, czy pieniędzy starczy na nowe buty.

Hanka wojny nienawidzi, ale jest to związane właśnie z praktycznymi niedogodnościami – w jej niechęci nie pojawia się w ogóle wymiar patriotyczno-idelogiczny (jak jednak zauważa we wstępie Krzysztof Jaszczyński, pamiętnik urywa się przed okresem pogłębionych prześladowań ludności cywilnej). Gdyby Niemcy wygrali wojnę i zakończyłyby się trudy okupacji, Hanka prawdopodobnie przyjęłaby ten fakt bez większego żalu. Mówi biegle po niemiecku, jeździ tramwajami i pociągami w przedziałach Nur für Deutsche, udając Niemkę, randkuje z żołnierzami i marzy o wyjeździe na roboty na Zachód. Jak słusznie zauważają autorzy opracowania, Dobrochna Kałwa, Sylwia Chutnik i Krzysztof Jaszczyński, pamiętnik nie jest źródłem historycznym, które można czytać wprost. Nie wiemy, ile z randek Hanny miało naprawdę miejsce, ale liczy się (i szokuje) co innego – imaginarium młodej dziewczyny, w którym główne miejsce zajmują przystojni Niemcy w mundurach lotników. Nie harcerze malujący na ścianach kotwice, nie młodzi warszawiacy działający w dywersji, starsi bracia koleżanek etc. W romantycznej wyobraźni szesnastolatki królują Niemcy, tylko i wyłącznie. Hanka zdaje sobie sprawę z tego, że jest to co najmniej niewłaściwe, boi się, że rodzice odkryją jej pasję, tak się zresztą dzieje – w zdawkowej wzmiance pojawia się ojciec, bijący dziewczynę na oślep w twarz i głowę, Hanka modli się potem gorąco do Boga, by prowadził ją drogą prawości. Droga oczywiście okazuje się mocno kręta i naszpikowana uśmiechniętymi chłopakami w mundurach wroga.

Nie będę tu próbowała wysnuć żadnych wniosków natury ogólnej, bo i nie wiem, jaki miałby on być. Skąd w Hannie Zach ta pasja? Jak wiele dziewcząt było zafascynowanych stacjonującymi w Warszawie (i nie tylko) Niemcami? Jak znieść fakt, że nie każda chciała być sanitariuszką, rozdającą umierającym całusy i opatrunki? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, możliwie po lekturze „Mojego wroga, mojej miłości”.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Skąd się biorą dzieci? Podaj miasto