Muza, Marie Kondo, Magdalena Macińska

Marie Kondo, "Magia sprzątania"

Dzięki uprzejmości Agaty Kreski dorwałam się do kultowego bestsellera i jestem głęboko zadowolona – należę do wspomnianych we wstępie 10% zorganizowanych ludzi, którym książka Marie Kondo jest niepotrzebna. Wyrzuciłam wszystko, czego nie potrzebowałam, odkładam rzeczy na swoje miejsce (ba, codziennie sprzątam w plecaku!), nie zamierzam redukować księgozbioru, bo książki to moja praca (Kondo przewiduje taką możliwość), a ubrań nie będę składała pionowo, gdyż nie mam w szafie szuflad. Dziękuję, to by było na tyle.

Generalnie metodę japońskiej guru, zalecającej natychmiastowe oczyszczenie domu ze śmiecia, uważam za słuszną. Nie wierzę wprawdzie, że poprawi się od tego cera i spadnie masa ciała, ale to już taki mój beznadziejny sceptycyzm. Jestem natomiast niemiło rozczarowana okropnym językiem, jakim napisana jest „Magia sprzątania”, czułam się, jakby Telezakupy Mango Gdynia doczekały się książkowej edycji. Oraz, powiedzmy sobie szczerze, cała filozofia metody KonMarie mogłaby być przedstawiona w jednym rozdziale, nie wiem, po co tam tyle tekstu, powtarzającego do znudzenia proste zasady. Może ma to zadziałać na zasadzie hipnozy.

Awangardowa grafika reklamująca ten wpis została wykonana w przeze mnie w programie Paint i walczy z tendencją do pokazywania książek o sprzątaniu w estetycznych wnętrzach.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W 1993 roku literackiego Nobla dostała... (podaj imię i nazwisko)