Kamila Sławińska, Poradnia k, Karen Joy Fowler

Karen Joy Fowler, "Nie posiadamy się ze szczęścia"

Zacznijmy od paskudnej okładki – nigdy nie wzięłabym tej książki do ręki, z połączenia grafiki i tytułu wróżąc mętną opowieść o tym, że życie jest mimo wszystko piękne i warto. Warto żyć, alleluja i gloria (van Morrisona). Jednak pewna litościwa osoba szepnęła mi, że to jest powieść dobra, godna uwagi i poświęcenia czasu. I miała rację.

Supersupersupersuper, błagam, niech nie okaże się, że zakończenie położy tę supersuper powieść – mamrotałam do siebie, przerzucając kolejne strony i zaniedbując rażąco pomniejsze obowiązki. Ponieważ tkwi w narracji Fowler pewien udany twist, nie będę rozwodziła się nad treścią, żeby go zbyt pochopnie nie obnażyć. Zamiast tego kilka słów-kluczy: rodzina, miłość, empatia, wyobcowanie, inna-taka sama, psychologia poznawcza, animal studies i konstruowanie narracji osłaniających bolesną prawdę. Bohaterka lekko i ironicznie zatacza pętle wokół własnego dzieciństwa i doświadczenia, które zdeterminowało losy jej rodziny, by stopniowo dotrzeć do centralnego wspomnienia – ale czy jest ono prawdziwe? Czy to, co stanowi moment kluczowy dla Rosemary, katalizator nieszczęścia, było nim rzeczywiście?

Ślizgam się tu jedynie po powierzchni tematu, ale naprawdę nie sądzę, żeby notatka na Kurzojadach warta była psucia komukolwiek przyjemności lektury. Jeżeli macie odrobinę zaufania do mojego gustu, czytajcie Fowler. Do księgarni! Do biblioteki, bo warto, alleluja i gloria (w wykonaniu Patti Smith).

Tłumaczyła Kamila Sławińska. „Scooter” to „hulajnoga” (nie skuter), a „Sleeping Beauty” to „Śpiąca Królewna”, a nie „Śpiąca Piękność”. I tym podobne. Ale generalnie jest klimat i czyta się gładko, więc wybaczam.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kto ocalił Izabelę Czajkę-Stachowicz?