Kamil Bałuk, Dowody Na Istnienie

Kamil Bałuk, "Wszystkie dzieci Louisa"

Książkę czytałam na kindlu, dlatego zamiast brzydkiego zdjęcia okładki otrzymujecie piękną grafikę mojego autorstwa. Czuję, że kariera w projektowaniu czeka tuż za rogiem!

Debiut Kamila Bałuka jest całkiem udany. Z pewnością dałoby się tę książkę przyciąć o jakieś 50 stron, ale nie bądźmy małostkowi. Jedyna rzecz, która mi naprawdę przeszkadzała, to fragment, w którym autor postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o zespole Aspergera. Wypożycza stosowne książki i prezentuje czytelnikom rezultaty kwerendy. Bardzo mnie cieszy, że nie wpisuje po prostu hasła do googla, szperanie w księgach jest wzruszające i godne pochwały, ale jednak wolałabym, żeby porozmawiał ze specjalistą i przestawił aspergerowców z tej perspektywy.

O czym jest sam reportaż możecie przeczytać w zapowiedziach prasowych, więc tradycyjnie daruję sobie streszczenie. Powiem za to, że Bałukowi udaje się przedstawić temat dawstwa spermy z godną podziwu wieloaspektowością. Pomijając sensacyjną warstwę historii Louisa (anonimowy dawca dla białych Holenderek to ciemnoskóry mężczyzna z Aspergerem, w dodatku jego nasienie wykorzystane zostaje ponad 200 razy zamiast standardowych sześciu), dostajemy naprawdę frapującą listę zagadnień do przemyślenia i opowieść o rozwoju zapłodnień z użyciem nasienia dawców w Holandii – od całkowitej wolności, w okresie której na pierwszym miejscu stawia się pomoc bezpłodnej parze (lub pragnącej dziecka kobiecie), poprzez próby uregulowania sytuacji w sposób satysfakcjonujący wszystkich, aż po ścisłe regulacje (zero anonimowych dawców, ograniczona ilość zapłodnień spermą jednego mężczyzny), które z kolei odstraszają potencjalnych dostawców surowca, że tak powiem. W pewnym momencie obok praw biorcy i dawcy pojawia się kwestia praw dzieci, urodzonych dzięki inseminacji. Czy powinny mieć dostęp do danych biologicznego ojca? Historia dzieci Louisa, poszukujących swoich korzeni, jest poruszająca – jednak jej motorem jest odmienność. Potomstwo różni się kolorem skóry od rodziny, pojawiają się nieuchronne pytania. Jednak Bałuk mówi, że mnóstwo dorosłych dzieci dawców nie potrzebuje informacji o biologicznym rodzicu przyjmując, że są one nieistotne. Pojawiają się dalsze pytania: jak dużą wiedzę o dawcy powinna mieć zgłaszająca się do kliniki kobieta? Zdrowy, wykształcony, wysportowany, na wysokim stanowisku? Czy nie idziemy za daleko w „projektowaniu” dzieci? I komu bardziej należy się sperma, samotnym matkom czy parom?

Dość szokująco wypada też fragment o stosowanej przez lata „psychologii zapłodnienia”, polecanych klientkom klinik przez lekarzy – inseminować się, nie mówić nikomu (w porywach: nawet partnerowi), zapomnieć o sprawie, niech nikt nigdy się nie dowie.

Do tego dostajemy wyraziste portrety bohaterów: dzieci „Połówek”, próbujących uporać się z własnym pochodzeniem, tworzących dobrowolną grupę rodzinną opartą na wspólnocie DNA, lekarza Jana Karbaata, dzięki którego nieuporządkowanej praktyce Louis odniósł rzadki sukces reprodukcyjny, w końcu samego Louisa, którego historia wydała mi się w pewnym sensie najbardziej poruszająca ze wszystkich prezentowanych przez Bałuka. Ale nie będę wam psuła przyjemności z lektury, sami zobaczcie dlaczego.

Polecam.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak nazywał się chomik Ewy Kuryluk?