Wielka Litera, Inga Iwasiów

Inga Iwasiów, "W powietrzu"

Mam z tą książką („W powietrzu”, na kindlu słabo widać okładkę) spory problem, od tygodnia myślę, jak ją podsumować. I nawet pisząc to wpadam w koleinę niezamierzonego fałszu, gdyż taki namysł sugerowałby, że jest w treści coś, co mnie przy nowej powieści Iwasiów trzyma. Tymczasem gdyby nie to, że muszę zaraportować lekturę na Kurzojadach, już dawno bym o niej zapomniała.

Niedobrze, kiedy opowieść, która na jednym z poziomów ma być erotyczna, zaczyna nudzić. A to jest w moim zakłopotanym odbiorze jeden z głównych grzechów „W powietrzu” - historia seksualnie wyzwolonej bohaterki zaczyna się emocjonująco, nawet raz skurczyło mi się przyjemnie podbrzusze, ale potem brakuje mięsa. Opisy seksu zanikają, wiadomo, że kobiety i mężczyźni (w miarę rozwoju akcji raczej kobiety i kobiety) coś wyczyniają ze swoimi członkami w łóżkach, domowych i hotelowych, ale co? To już musimy sobie znowu wyobrazić, dzięki, polska prozo. Znowu liczyłam na oślizgłe genitalia (bo lubię), a dostaję mgliste opisy pośladków i zanurzania się w ciało, resztę autorka pozostawia mojej domyślności i doświadczeniu w produkowaniu obrazów pornograficznej natury.

Urażona brakiem bodźców zaczęłam myśleć o bohaterce i dlaczego tak całkowicie nie zainteresowały mnie jej przygody (już bardziej relacje z rodzicami). I tutaj natykam się na kolejny problem – rozumiem dzięki latom treningu na różnych – znawstwach, że Iwasiów przestawia nie tyle jednostkową biografię, co koncepcję życiowej i płciowej emancypacji, seks pozbawiony dylematów, otwarte związki, poliamorię, nieobciążoną wstydem i borykaniem się z własną tożsamością biseksualność, zachowanie temperamentu po urodzeniu dziecka, odkrywanie seksualności i oswajanie jej w taki sposób, by pozostawała niezależnym bytem (figura Tamagotchi), odrębnym od codziennej egzystencji, a co za tym idzie, ekscytowała. Tylko że wychodzi jej to bardzo kiepsko, cała koncepcja wydaje się być zimna, pozbawiona znamion realności – bohaterka z gorliwą pomocą autorki zbyt gładko przechodzi przez wszelkie etapy życia, żeby budzić jakąkolwiek chęć do identyfikacji. Jest postacią całkowicie papierową, namiętną, ale bez namiętności. Niezbyt atrakcyjna – bez trudu zdobywa każdego partnera, którego sobie upatrzy. W jej doświadczeniu nie zawiera się odrzucenie, które jednak pojawia się w rozległych relacjach międzyludzkich. Z całkowicie przeciętnej rodziny, bez wielkich talentów – uwodzi bogatego mężczyznę, którego potem dyskretnie się pozbywa – ale ma już pieniądze na siebie i dziecko, a także na pismo literackie, które prosperuje, gdy inne padają (rozumiem, że pasaże pismu poświęcone są znaczące dla wtajemniczonego środowiska, niestety ja tych treści nie potrafię odkodować). Rodzi córkę – macierzyństwo praktycznie nie pojawia się w kadrze, co w przypadku samotnej matki, nawet dobrze sytuowanej, budzi pewne niedowierzanie. I tak dalej, i tak dalej. Nie chce mi się wierzyć w bohaterkę Iwasiów, jej bezproblemowe życie poświęcone eksploracji własnej seksualności. I to mnie najbardziej boli w tej powieści – zmarnowana szansa na opowiedzenie o świecie mniej konserwatywnym w sposób atrakcyjny dla kogokolwiek. Podeprę to doświadczeniem osobistym: napisałam ostatnio dla serwisu foch.pl felieton o tym, że seks może być po prostu dobrą zabawą i że nauczyłabym córkę, że nie musi sobie wmawiać, że jest zakochana w każdym, z kim w przyszłości pójdzie do łóżka. Dostałam niesamowite lanie w komentarzach – że seks to przecież miłość-odpowiedzialność-trwałość-wartość, a ja chcę wychować dziewczynkę na „osiedlowy materac”. Przyznaję, że spodziewałam się może kilku takich opinii, ale było ich 100%, co trochę mnie przeraziło. Dlatego chciałabym kibicować „W powietrzu”, opowieści o tym, że seks opiera się na potrzebach, które rozpoznajesz sama ze sobą, a potem realizujesz z innymi, bez poczucia winy i społecznego odium (lub przynajmniej bez zawracania sobie nim głowy), bez nieuleczalnych ran, które rozwiązłość zostawia na wrażliwej kobiecej duszy. I jest mi przykro, że lektura książki Iwasiów nikogo do takiej wizji nie przekona.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Romansowa Teresa