Justyna Czechowska, Zosia Dzierżawska, Ida Linde, Lokator

Ida Linde, "Poleciały w kosmos"

Książka, która wywołuje u mnie lekką niepewność. Podobało mi się to czy nie? Raczej tak. Ale dlaczego właściwie? Może tak powinno być? Może to jest właściwy stan, a nie że skończyłam czytać i w pięciu punktach zdekonstruuję sobie lekturę, zadowolona, że autor nie jest sprytniejszy ode mnie?

Nie spodziewajcie się więc konkretu. To jest książka o matce i dwóch córkach. I o samotności, trochę z wyboru, trochę z niechęci do pójścia na kompromisy, które wpisane są w życie kobiety (więc też poniekąd z wyboru). Miłość, rodzina, macierzyństwo – to powinny być wartości stałe, do których opcjonalnie dodawane są inne: kariera, spełnienie, świadomość własnej wartości, obiektywnej i subiektywnej. A jeżeli ta optyka zostanie odwrócona? Czy można do działalności naukowej spróbować dodać ostrożnie wychowywanie dzieci, a zrezygnować na przykład z trwałych związków uczuciowych z mężczyznami? Czy można funkcjonować inaczej, nie raniąc przy tym nadmiernie innych? To są kwestie, o których lubię myśleć i „Poleciały w kosmos” to pożyteczny wehikuł dla refleksji. Książka Linde wyposażyła mnie też w marzenie o mieszkaniu na opuszczonej stacji kolejowej – wcześniej miała to być działka w lesie, ale teraz wiem. Stara stacja to jest dokładnie to, czego mi trzeba. Jeżeli macie jakąś na zbyciu, proszę o wiadomość.

Polecam też uwadze przepiękną okładkę, narysowaną przez Zosię Dzierżawską.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaka woda u Żywulskiej?