W.A.B, Jacek Leociak, Janusz Korczak, Marta Kopczyńska-Cielecka

Janusz Korczak, "Pamiętnik i inne pisma z getta"

Czy spodziewalibyście się, że dziennik Korczaka, pisany od kwietnia 1942 roku i urywający się w dniach wielkiej likwidacji będzie bardzo ciężką i przygnębiającą lekturą? Otóż jest. Ale nie ze względu na koszmar życia w getcie (co za wytarte frazesy same cisną się do głowy, litości) - wojna w tej narracji jest zadziwiająco nieobecna. Była wojna japońska, światowa, teraz też jakaś jest, autor się nad nią nie rozwodzi. Bardzo ulotne są refleksje na temat antysemityzmu, zagłady, istoty getta. Korczak opisuje walkę z trudnościami - na przykład o utrzymanie przy życiu kogokolwiek z pensjonariuszy internatu dla dzieci przy Dzielnej 39, gdzie śmiertelność wynosi 90%. Narzeka na personel, walczy o przydział tranu, a wszystko to opisane jest jakby zmagał się z przejściowymi trudnościami aprowizacyjny-kadrowymi, a nie patrzył na kres getta i ekhem, narodu (frazes alert). Oczywiście jest to zabieg świadomy, ale mocno dezorientujący, na początku upewniałam się, czy zapiski naprawdę są z 1942 roku, czy może z początku okupacji. Oprócz zmagań z codziennością Korczak podsumowuje swoje życie, i cóż, wcale nie widzimy dobrodusznego Starego Doktora, czułostkowo rozmiłowanego w dzieciach, tylko zgorzkniałego człowieka pełnego wątpliwości, czy jego wypełnione pracą samotne życie miało sens. Żadnego zachwytu nad swoimi osiągnięciami, poczucia, że coś się stworzyło. Suche podsumowanie. Bardzo spójny traktat o potrzebie eutanazji. Marzenia o Indiach i Palestynie. A wiecie, co jest najgorsze? To: rozdział, w którym Korczak opisuje, jak zachęca dzieci do pisania pamiętników – prosząc, aby wyobraziły sobie, co będą robić po wojnie. I przytacza te marzenia dzieci, dodając, że większość z nich nie potrafi sobie wyobrazić, że kiedyś dorośnie i będzie miało rodziny. Getto warszawskie, 1942. Dziękuję.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Wisława Szymborska literackiego Nobla dostała w roku...