Znak, Radosław Gajda, Natalia Szcześniak

Radosław Gajda, Natalia Szcześniak, "Archistorie"

Wpływ ruchu rowerowego na zmiany w przestrzeni miejskiej? Planowanie miejskie dopasowane do ludzkiej skali i przyjazne różnym typom użytkowników i użytkowniczek? Rozważania o roli architektury i designu w przełożeniu na komfortowe życie? Tożsamości miejskie? Z pewnością sporo czytelników i czytelniczek naszej rubryki te tematy rozgrzewają do czerwoności, ale czy na pewno znamy wszystkie terminy? Co zrobić, gdy chcemy kogoś zainteresować tematyką, a jednocześnie w przyjazny sposób przedstawić podstawowe zagadnienia i definicje? Jak w to wszystko wprowadzić dyskurs o funkcjach architektury? Myślę, że warto wtedy sięgnąć po “Archistorie” Radosława Gajdy i Natalii Szcześniak, bo jest to książka przejrzysta, napisana prostym i przystępnym językiem, zawierająca ciekawe (choć czasem zbyt oczywiste) przykłady, której celem jest omówienie podstawowych problemów z architekturą. 

Albo inaczej. Poznajecie ją/jego (ich) i jest romans. Ale chcecie iść na wykład Piątka i jakoś tak fajnie by było razem porozmawiać o architekturze społecznej. Macie obawy, że będzie to przyjemność tylko dla jednej strony. To możecie podsunąć “Archistorie”. Jest też niestety szansa, że wy się czegoś nowego nauczycie, bo jest też trochę ciekawostek dla bardziej zaawansowanych, czy po prostu słownictwa technicznego, które niekoniecznie przyswoiliśmy. 

Niestety będąc też bardziej zaawansowanymi użytkownikami i użytkowniczkami debat wokół architektury dość szybko Gajda i Szcześniak was zirytują, bo nadmiernie interesują się wielką architekturą, a za mało dbają o pokazanie możliwych rozwiązań. Nie oczekujcie Gehla, bo się rozczarujecie. Na przykład, gdy w rozdziale “Gdzie pracujemy” przez prawie sto stron autor i autorka opowiadają o wieżowcach i biurowcach, a zaledwie na ośmiu odpowiadają na pytanie “Jeśli nie praca w biurze, to gdzie?”. I tu pada coś kuriozalnego. Cytuję: “Mówiąc o miejscach pracy, zajmowaliśmy się głównie biurowcami. Wynika to z tego, że w gospodarkach rozwiniętych większość pracujących zatrudnionych jest w sektorze usług, który obejmuje właśnie pracę biurową (...)” Ja rozumiem, że ktoś może kupować w supermarkecie internetowym i z podziemnego parkingu jechać samochodem na kolejny parking w trendy osiedlu, ale do jasnej cholery - mamy coś takiego jak sklepy! Jak już się autorom nie chciało zajmować barami mlecznymi czy warzywniakami to chociaż architektura centrów handlowych wymagałaby jakiegoś omówienia. A oni tu nam mówią o… sukiennicach i weneckim Murano! Fascynujące wielkomiejskie odklejenie. 

Autor i autorka są architektami i niewiele wnoszą swoją książką do krytycznego spojrzenia na tendencje i trendy architektoniczne, uwarunkowania rynkowe i dyktat pieniądza i komercji nad planowaniem. Na koniec jeszcze dodam, że bardzo źle tej książce robi układ, który sprawia, że są to trzy opowieści (o domach, pracy i zabytkach), z których trudno wyciągnąć esencję i jakąś myśl przewodnią. W “Zakończeniu” piszą nam autor i autorka, że w architekturze najważniejsze są emocje. W literaturze też, a ja po tej lekturze nie mam zbyt wielu pozytywnych emocji.
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?