Znak, Katarzyna Szczepańska-Kowalczuk, In Fleming

Ian Fleming, "Bang Bang! Wystrzałowy samochód"

Obiecałam sobie, że w weekendy siedzę twardo na tzw. pupie i nadrabiam zaległości/czytam książki, w których tkwią już zakładki/zaglądam do rzeczy, które planuję oddać bibliotece.

Dziś efektem tego postanowienia jest zaliczony wreszcie klasyk Iana Flemminga "Bang Bang! Wystrzałowy samochód". Ukazał się w Polsce dwa lata temu w przekładzie Katarzyny Szczepańskiej-Kowalczuk. W okolicach premiery słyszałam głosy, że bez sensu jest pokazywać dziś dzieciom książkę, której bohaterką jest samochód (wspaniały wehikuł rodziny Pott jest płci <?> żeńskiej), a więc źródło zanieczyszczeń i konsument benzyny. No kurde, tak niedorzeczna w swoich ewangelizatorskich napadach nie jestem nawet ja.

W każdym razie. Rodzina Pottów (tata - komandor w stanie spoczynku, mama - mama, dwoje ośmioletnich bliźniąt Jeremy i Jemima) natyka się na niezwykły samochód - wrak zielonej wyścigówki, która wygrywała kiedyś na angielskich torach, a obecnie oczekuje na kasację. Rodzice i dzieci zakochują się w aucie, a ponieważ komandor jest wynalazcą, uznaje, że poradzi sobie z renowacją. Bang Bang w jego szopie odzyskuje świetność, a na pierwszej wycieczce pokazuje, że nie przypadkiem ma rejestrację układającą się w słowo "MAG I3 NY" - potrafi zamienić się w samolot, radar, szpiega, a nawet... amfibię.

(tutaj miejsce na ducha Ferrari 410 SuperAmerica i wuja Gromiłły)

Nastawiłam się na ostre tropienie mizoginii, bo wiadomo, Ian Flemming, ale "Bang Bang!" to zaskakująco sympatyczna przygodówka, w której czynny jest zarówno Jeremy jak Jemima, chwalona przez ojca za spryt i odwagę. W dodatku Flemming potrafi zajmująco wplatać w fabułę ciekawostki: dowiadujemy się, jak działa lont, jak najlepiej zneutralizować drut pod napięciem, jest też historia autentycznej wyścigówki Bang Bang i meczów rozgrywanych na piaszczystym cyplu kanału La Manche, widocznym tylko podczas odpyłwu (Goodwin Sands). Ducha czasów wytropiłam tylko we fragmencie, w którym komandor i jego żona muszą ratować dzieci i błyskawicznie opuścić hotel. "Kochanie, masz tu pieniądze, ureguluj rachunek" - woła komandor, pędząc na parking. Cóż, zakładam, że dziś Mimsie Pott dysponowałaby własnym portfelem. Albo przynajmniej taką mam nadzieję.

No dobra, lekko kontrowersyjny ekologicznie jest fragment, kiedy Pottsowie wysadzają w powietrze sporty fragment wybrzeża, zamiast zawiadomić policję o natknięciu się na skład materiałów wybuchowych. Natomiast całość jest jednak dość strawna i urocza, niniejszym polecam.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak miała na nazwisko Oleńka z "Potopu"?