Witold Biliński, Wydawnictwo Literackie, Dan Pearson

Dan Pearson, "Rok w ogrodzie"

Nie powiem, żebym ciężko znosiła zimę. Nie mam wpływu na pogodę, więc się nad nią nie zastanawiam – pada, zimno, mokro, no spoko, nic nie poradzę. Jest jednak tęsknota zupełnie nowa i dojmująca, tęsknota za ogródkiem działkowym, którego najszczęśliwszą na świecie właścicielką stałam się w kwietniu ubiegłego roku. Kiedy jadę rowerem przez błoto pośniegowe, myślę o warzywach, które już niedługo będzie można zasiać na parapecie, potem rozdzielić roślinki do małych kubeczków, potem przenieść do tłustej, przekompostowanej ziemi w podwyższonych grządkach. Kiedy zasypiam, planuję układ cebulek krokusów i kłączy irysa na wschodniej ścianie ogródka. Kiedy się budzę, włączam komputer i dokupuję kolejne opakowania nasion łąki kwietnej, maciejki, słonecznika i kolendry siewnej. 

„Rok w ogrodzie” to najpiękniejsza książka, która pozwala mi ten okres przetrwać. Autor jest z wykształcenia architektem krajobrazu, o ogrodach wie wszystko i dzieli się wiedzą na łamach szanownych brytyjskich periodyków oraz kanałów telewizyjnych. „Rok w ogrodzie” to wybór jego felietonów, na każdy dzień jeden, dopasowany tematycznie do pory roku. Nie ma tu zdjęć, nie ma rozbuchanych ilustracji – sam tekst, samo gęste dobro. Pearson pisze mądrze, inspirująco, zresztą nie wiem, jak o tym opowiedzieć. Samo pisanie o ogrodach jest trudną sztuką, a pisanie o pisaniu o ogrodach – to zadanie niemalże niemożliwe. Mam jednak wrażenie, że każdy, kto jest z naszej rodziny, rodziny zakochanej w ziemi, kiełkowaniu, oglądaniu listków i liszek – rozpozna wielkość tej książki. Weźmy na przykład takie zdanie: „Po skończeniu w 1986 roku studiów w Kew spędziłem mniej więcej pięć lat, nie zagrzewając nigdzie miejsca: rok w ogrodzie botanicznym w Jerozolimie, rok w dzikiej i kosmatej posiadłości Miriam Rotschild w Ashton Wold”. Kosmata posiadłość! Albo to: „Całe lato spędziłem, leżąc na trawiastej krawędzi z twarzą tuż nad powierzchnią wodnej soczewki. W ciągu kilku dni, gdy tylko natleniające rośliny zaczęły przywracać wodzie równowagę, staw oczyścił się, ukazując już zadowolone z życia ślimaki, dokładające swoje trzy grosze do utrzymania kontroli nad glonami. Z koszy lilii wodnych zaczęły wysuwać się palce przyrostów, a maleńki pąk ruszył w stronę powierzchni”. 

Ile marzeń generuje we mnie ten fragment! Ile planów na ten sezon, na następny. Pearson (i ogród) uczą cierpliwości, kładą nacisk na obserwację i wytrwałość. Możemy obsadzić rabaty pięknymi roślinami, które się nie przyjmą, które będą zbyt pracochłonne. Nie szkodzi, za rok można je przesadzić, przyciąć, wymienić. Nic na siłę, nic od razu. W podejściu Pearsona nie ma miejsca na ogrody instant, rozwijane z rolki. W ten sposób prawdziwy, żywy, KOSMATY ogród nie powstanie.

Czytajcie to koniecznie, a ja udam się w moje ulubione zakątki internetu, dokupić trochę nasion nagietka i bazylii.
 

jeden komentarz

Eva

29.03.2019 22:07

Ujęła mnie ta recenzja. Od kilku lat sadzę i przesadzam, sieję, doglądam, obserwuję, cieszę się i smucę, operuję grabkami i haczką (to po poznańsku, wielkopolsku) - jednym słowem, grzebię w ziemi w ogrodzie, więc rozumiem. Ponadto uroda tych zdań! Smakowitość. Muszę przeczytać tę książkę.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Erna Eltzner to bohaterka powieści jakiej autorki (podaj nazwisko)