Tadeusz Różewicz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Jan Polkowski

Tadeusz Różewicz, "I znów zaczyna się przeszłość"

Piwowska seria „Poeci do kwadratu”, będąca „poetyckim dwugłosem, dialogiem i spotkaniem Osobowości” zaliczała wpadki jak Wencel, który niestety spotkał Lechonia i postanowił go przerobić politycznie, czy Podsiadło spotykający Broniewskiego i go politycznie zdekonstruował, zostawiając nam poetę romantycznym i odrobinę naiwnym. Tym razem Jan Polkowski wziął się za Różewicza i z tego spotkania wyszło coś naprawdę ciekawego, choć chwilami niestety zacietrzewionego.

Najważniejsze są tu wstępy, w których poeci opowiadają nam o swojej fascynacji poetycką osobowością i Polkowski na tle poprzednich tomików wypada mistrzowsko -doskonały, osobisty esej o spotkaniu z poezją Różewicza przeczytałem z rozkoszą, bo choć różni nas data urodzenia, to doskonale rozumiem i zachwyty Polkowskiego i jego zwątpienia.
Dla Polkowskiego Różewicz jest praprzyczyną jego osobistego spotkania z poezją, tu debiutuje „w roli chaotycznego poszukiwacza sensu”. Doskonałe są intuicje redaktora-poety, który odwołuje się do dialogów, które z innymi poetami (Staffem, czy Przerwą-Tetmajerem) prowadzi Różewicz, a to dzisiaj ujęcie często nieobecne w recepcji „różewiczowskiej”, warto się mu przyjrzeć. Oczywiście pisze Polkowski o stosunku Różewicza do Boga, wobec którego poeta się buntował, odrzucał ego istnienie a jednocześnie wracał do postaci Chrystusa. „Był zaiste dziwnym niewierzącym” pisze Polkowski i ma rację, a śledzi się te dziwności fantastycznie i jest to jedna z przyczyn, dla których Różewicza będę pewnie po grób zaczytywał.

Warto się jednak z Polkowskim posprzeczać, gdy pisze, że Różewicz ironizował ze słabości narodu, który „miotał się w sowiecko-jałtańskiej opresji”. Zdaniem autora wyboru Różewicz lekceważył to, „jakiej jakości moralistą sam był niedawno” (zwróćmy uwagę na słowo “jakość”!). Polkowski pyta dość dramatycznie „czy musiał” odnosząc się do wiersza „Przyszli żeby zobaczyć poetę” i faktu, że niektórzy opozycjoniści, gdy Różewicz pisał ten tekst, siedzieli w więzieniu. I tak to już jest, gdy ocena moralna i patrzenie na świat wyłącznie z perspektywy własnej grupy zaślepia w czytaniu poezji. Polkowski wypomina Różewiczowi przy tej okazji wiersze socrealistyczne i kilka razy podkreśla, że pisząc o tym, że „był jaki Gustaw / przemienia się / w byle jakiego Konrada” ten „kpi z odmowy udziału w kłamstwie”. Osobiście sens tego wiersza widzę w tym, czego nie chce do siebie dopuścić Polkowski – w smutnej obserwacji, że prawo moralne wyprzedziło estetykę, co widzimy doskonale po tym, co nam z literatury „opozycyjnej” do dzisiaj pozostało. Takoż i z debiutanckich wierszy Polkowskiego. Bo umówmy się, że dzisiaj jest to poeta znany jedynie garstce specjalistów i specjalistek, a większość z osób zainteresowanych literaturą kojarzy go szybciej z wiersza Świetlickiego „Dla Jana Polkowskiego”, w którym to buntowniczym tekście proponuje autor przewietrzenie poezji z Polkowskiego, bo po jego w niej obecności pozostał smród. To mało subtelny skrót ze Świetlickiego ale zgodny z duchem wiersza. Tego chyba Polkowski nie może przeboleć, że i u Różewicza nie znajduje poparcia do swoich górnolotnych myśli o etyce i poezji.

Tylko o jednym Polkowski zapomniał – o uzasadnieniu swojego wyboru, o opowieści o tym jak skonstruował ten dość krótki tom. A to przecież kluczowe w spotkaniu – nie eksponująca „ja” redaktora-poety spowiedź z fascynacji, a eksponująca poezję opowieść o podejmowanych decyzjach. Można oczywiście wyczytać z tekstu Polkowskiego jakie motywy go najbardziej interesują, ale przerzucono na czytelnika pracę detektywistyczną i to mi się przeciętnie podoba, bo była szansa na ciekawą opowieść, od której przecież seria „Poeci do kwadratu” miała wychodzić.

Tom ułożony przez Polkowskiego to jednocześnie doskonałe świadectwo tego, że bardzo dzisiaj potrzebujemy po prostu „wierszy zebranych” autora „Ocalonego”. Bez polityki, bez Polkowskiego, ale ze zwróceniem uwagi na to jak porażającą do dzisiaj siłę mają słowa poety, który choć budował „zamek na lodzie” przygotowany do oblężenia, odkrył z zaskoczeniem, że wciąż pozostaje „na zewnątrz / murów”. To jest właśnie siłą poezji Różewicza – że zawsze będzie na zewnątrz wobec ideologii, przekonań, estetyk, nurtów, krytyków i redaktorów układających mu antologie.

Ps. Pięknie to PIW wydaje, to im przyznać trzeba, że przynajmniej kasa podatnika jest ładnie spożytkowana, czy dobrze - mam wątpliwości.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak nazywał się chomik Ewy Kuryluk?