Korporacja Ha!art, Andrzej Barański

Andrzej Barański, "Moja Albinoczka"

Jestem przyzwyczajona do pewnej nonszalancji na liniach wydawniczych Korporacji Ha!art, ale przy tej książce zrobiło mi się jednak słabo. Co jest z nią nie tak? Wszystko.

„Albinoczka” to Albina Barańska, zmarła w 2018 żona reżysera Andrzeja Barańskiego. O tym, że była nagradzaną scenografką i dekoratorką filmowych wnętrz, dowiadujemy się ze wstępu Barańskiego, ale tak raczej pobieżnie, bo nie o tym będzie książka. O czym więc? O tym, że Albinoczka (nie poznamy ani jej nazwiska panieńskiego, ani tego po pierwszym mężu) bardzo kochała Andrzeja Barańskiego, a na dowód tego dostajemy kolekcję starannie zreprodukowanych kartek i liścików, które para wymieniała przez lata małżeństwa, ponieważ zawody artystyczne mają to do siebie, że w nienormowanym czasie pracy łatwo się mijać. Pisząc, że Albinoczka i Andrzej wymieniali się liścikami, trochę koloryzuję, ponieważ Andrzej napisał tylko dwie wiadomości. Ale, jak sam twierdzi, za jego zasługę należy uznać ocalenie spuścizny po żonie.

Jaka to spuścizna? No cóż. Litania miłosnych wyznań. Kocham Andrzeja, mojego Andrzejka, męża, myszkę, ukochaństwo. Jestem twoja, twoja, twoja na wieki. Drugą klasę dokumentów, którymi Barański upamiętnia żonę, są instruujące nieporadne maleństwo płci męskiej karteczki dotyczące spraw kuchennych. Obierz sobie ziemniaki, krupnik na balkonie, racuszki w lodówce, zjedz koniecznie, odgrzej sobie indyka w mikrofali, kocham kocham, żona.

„Nie muszę pisać, jakie mam opory, żeby pokazać te dowody niepotykanej miłości, której obiektem jestem ja sam. Wierzcie mi państwo, że z trudem mi to przychodzi, ale silniejszą od zawstydzenia jest miłość do Albinoczki i chęć ocalenia jej płomiennego uczucia”- sumituje się we wstępie Barański. Wolałabym zdecydowanie, żeby te opory zwyciężyły i żebym nie trzymała teraz tej dość pokaźnej kolekcji w rękach (50 zł!). Wyłania się z niej ponury obraz małżeństwa dwojga twórców: on, reżyser, będzie zapamiętany poprzez swój dorobek zawodowy, a Albinę Barańską spieszczamy do Albinoczki i chwalimy za to, że gotowała dla męża i umiała go kochać. Jak pies.

dwa komentarze

Justyna

15.01.2019 20:49

Szanowna Pani, popełnia Pani kardynalne błędy w interpretacji. Nie rozumie Pani, że nie każda książka musi być pozbawionym uczuć dokumentem biograficznym. Uczucie - a o tym jest ta książka - ma to do siebie, że przejawia się w prostocie codzienności. Stąd niezrozumiałe przez Panią zdrobnienia, stąd instrukcje i wreszcie stąd owa "litania miłosnych wyznań". Naprawdę feminizm oraz kobieca podmiotowość mogą iść w parze z tak wyszydzonym przez Panią uczuciem. Pozdrawiam

ewa

28.04.2019 22:04

Pani Olgo, zimna z Pani "feministka", czy Panią ktoś kiedyś kochał?

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Wisława Szymborska literackiego Nobla dostała w roku...