Wojciech Szot, Nowa Era

"Tajemnicza wyprawa" - blogerzy dzieciom

Z okazji wydania przez Nową Erę książki "Tajemnicza wyprawa", będącą zbiorem opowiadań napisanych na konkurs 'Popisz się talentem" przez mlodych czytelników, blogerzy zostali zaangażowani do... napisania wspólnie własnego opowiadania dla dzieci. 

Zaczynał Wojciech Musiał z bloga Juniorowo, kontynuowała Aleksadra Stanisławska z Crazy Nauka, jako trzeci dopisał się do opowiadania Marcin Perfuński - Supertata, a teraz czas na mnie!

---

Pewnie zastanawiasz się, gdzie po kolejnym wybuchu wylądowała Szósta C? Spróbuj zgadnąć! Podpowiem Ci.

Gdy Wojtek i Ela przynieśli do klasy belemnit, ich nauczyciel, o zabawnym przezwisku Banan (skąd to przezwisko? Czyżby był wysoki? A może był ciągle uśmiechnięty? Jak myślisz?) powiedział im, że jest to wymarły morski głowonóg,  ale nie zdążył opowiedzieć, że te niesamowite zwierzaki miały nawet 6 metrów długości! To naprawdę dużo! Skamieniały fragment belemnita, gdy go potrzesz, może cię przenieść do innej epoki. Tego nikt nie wiedział, a już na pewno nikt nie miał aż tyle wyobraźni, by wpaść na to, że ferajna z Szóstej C wyląduje w kupie tyranozaura. To sześciotonowe zwierzę mogło zmiażdżyć naszych bohaterów w sekundę, ale na szczęście zaczarowany belemnit zadziałał kolejny raz i tym razem lądowanie był naprawdę twarde.

Dlaczego, gdy człowiek jest przenoszony przez tajemnicze urządzenia, to nie mają one funkcji bezpiecznego lądowania, jakiegoś spadochronu, czy chociaż kamizelki, która by się nadmuchiwała przed upadkiem? Ała! Po kolejnej zmianie światów, Szósta C była raczej zajęta jęczeniem i rozmasowywaniem bolących kończyn, niż rozglądaniem się, gdzie tym razem ta dziwaczna skamielina ich przyprowadziła. Przyprowadziła? Wyrzuciła jak z katapulty! Kto to widział? A gdzie wygodne foteliki i poduszki? A ABSy? Czy ta maszyna jest dopuszczona do użytku przez dzieci? Halo! Kontrola!

Drewniany parkiet. To pierwsze, co zobaczyła Ela, gdy już ustaliła, że boli ją prawa ręka i chyba będzie miała guza na głowie. Rozejrzała się dookoła i… oniemiała. Patrzyło na nią tyle twarzy! I to nie byli tylko jej oszołomieni przyjaciele z klasy. To byli jacyś dziwni, przeważnie starsi, ludzie. Twarze mieli poważne. Patrzyli się przed siebie. Może trochę smutno? Niektórzy mieli na sobie kapelusze, kilka kobiet stało w wielkich, kolorowych sukniach. A jeden facet stał podpierając się o strzelbę.

- Pewnie myśliwy – pomyślała Ela i jeszcze bardziej się wystraszyła, bo już dobrze wiedziała, że myśliwi zwiastują tylko i wyłącznie kłopoty. Jej mama co jakiś czas jeździła na grzyby i spotykała myśliwych. Opowiadała, że zawsze byli na nią bardzo źli, bo nie mogli wtedy strzelać do zwierząt. Ela nie rozumiała, jak można strzelać do zwierząt. Przecież są takie śliczne. Mama z wypraw przywoziła głównie katar, ale i kilka grzybów udawało jej się znaleźć.

- Chyba jestem głodna -  pomyślała Ela - Dobrze by było zjeść drugie śniadanie, a ja nawet nie wiem gdzie jestem.

- Ale przecież ci ludzie nie żyją! To obrazy! - krzyknął trochę przestraszony Wojtek.

- No…. Żebyś wiedział! – wyrwało się Eli.

A ty? Wiesz już, gdzie wylądowała Szósta C? To takie miejsce, w którym bardzo przydaje się wyobraźnia – powiedział Banan, który postanowił przypomnieć o swoim istnieniu, w końcu nauczyciel w tej opowieści też się powinien na coś przydać!

---

Nasze opowiadanie zamknie jutro Mariusz Wojteczek - DzikaBanda
 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz