Ośrodek Brama Grodzka, Grażyna lutosławska

Grażyna Lutosławska, "Bajki od rzeczy"

Miałam trochę wątpliwości co do tej książki, potem się przekonałam, a teraz otwieram żeby recenzować i znowu nie wiem. Bajki Lutosławskiej bardzo mi się podobają, bo są o przedmiotach, a to od razu odsyła mnie do Andersena i jego piłek, choinek i igieł do cerowania ozdobionych lakierem. Tutaj mamy piłkę, pralkę, buty, guzik, telefon, garnek i drona („Mógłby latać tu albo tam. Oglądać to albo owo. Ale mu się nie chciało. Stał na ziemi i drzemał” – czy to nie piękna opowieść o nas, drodzy czytelnicy i drogie czytelniczki?). Zwięzłe, literackie miniatury, od razu słyszę je nagrane, w aktorskiej interpretacji (nie wiem czemu, ale Grażyna Barszczewska już wygłasza kolejne fragmenty w mojej głowie).

Wątpliwości budzi natomiast sama książka-przedmiot, która wygląda jak zaliczenie z projektowania graficznego. Rozmaite fonty, odblaskowe kolory, zmiany orientacji tekstu (wrzucę klika zdjęć w komentarzach). Z jednej strony – bardzo to ciekawe i nawet udane. Z drugiej – moja córka niezbyt się tymi eksperymentami zainteresowała, przez co pytanie „Hej, poczytamy książkę z żółtą okładką” zawsze spotykało się z twardym „NIE”.

Dlatego żądam w komentarzach odpowiedzi: czy wasze dzieci lubią finezyjnie zaprojektowane książki?

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz