Od deski do deski, Anna Fryczkowska

Anna Fryczkowska, "Równonoc"

Bardzo przyzwoity kryminał, oparty na autentycznej historii zaginięć nastoletnich chłopców na Pomorzu w końcówce lat 90. Nie będę się tu przesadnie rozpisywała o fabule, gdyż, po pierwsze, dokładniejszy opis znajdziecie w sieci, a po drugie, ja na przykład lubię o intrydze wiedzieć jak najmniej. Na zachętę mogę powiedzieć, że Anna Fryczkowska, z której pisarstwem wcześniej nie miałam kontaktu, objawia mi się tu jako autorka sprawna językowo i doskonale operująca emocjami – tutaj trochę przyciśnie, tam odpuści, wzruszający obraz skontruje chłodną, prasową relacją. Podoba mi się także pewne genderowe zacięcie obecne w „Równonocy” – zaginionych dzieci najintensywniej szukają matki, niesione cierpieniem, nerwową energią, zdesperowane. Przychodzą na posterunki, nękają policjantów, oczekują wyników i przełomów. Aż chciałoby się powiedzieć: roszczeniowe histeryczki. A może chłopaki po prostu ruszyli w Polskę? Wiadomo, nastolatek lubi się wyszumieć, a te baby nie rozumieją. Czego właściwie od nas chcą? Płyną kolejne tygodnie, a matki myślą: czy byłoby inaczej, gdyby na posterunek ten pierwszy, kluczowy raz, poszedł ojciec i głosem stanowczym a opanowanym zażądał interwencji w sprawie syna, który nie wrócił na noc do domu? Czy potraktowano by go poważniej? Czy wtedy byłaby szansa na odnalezienie dziecka?

Widzę także moim małym oczkiem, że finał wzorowany jest lekko na „Obietnicy” Durrenmatta, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Gdyby rodzimi pisarze i pisarki częściej sięgali po takie inspiracje! (oczywiście, podobieństwo może być przypadkowe)

Tak czy inaczej, trzysta stron wartych lektury. 

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Iwasiów jak lody