Znak, Lauren Groff, Mateusz Borowski

Lauren Groff, "Fatum i furia"

MASYWNE SPOILERY po przekroczeniu pierwszego akapitu, czujcie się ostrzeżeni.

Oczekiwania? Były. W końcu „Fatum i furia” to bestseller Amazona i ulubiona książka Baracka Obamy (ha, ha). Spodziewałam się, że historia małżeństwa, opowiedziana z dwóch perspektyw (męża i żony, oczywiście) będzie subtelnym, bergmanowsko-allenowskim dramatem z nutką Mike’a Leigh, delikatnie kreślącym mapę wzajemnych pretensji, kłamstw i przekroczeń, narastających przez lata. Dlaczego porównuję książkę do filmów? Nie wiem. Dlaczego spodziewałam się właśnie takiego rozegrania wątków? Nie wiem także, pewnie pragnęłam opowieści boleśnie prawdziwej, a dostałam zupełnie obojętny mi konstrukt literacki w pierwszej połowie oraz drażniącą sztucznością i udziwnieniami część drugą.

W „Fatum” zadziwiła mnie bezrefleksyjność męża. Mam pewne doświadczenie z twórczymi narcyzami, mieszkam z jednym, a drugiego widzę czasem kątem oka w lustrze. Jednak Lancelot jest w swoim geniuszu dziwnie pusty. Przekonywał jako niezbyt utalentowany aktor, ale skąd nagle jego wcielenie genialnego dramaturga? Skąd taki poziom refleksji u osoby, która nigdy nie zastanawia się nad niczym, a najmniej nad własnym związkiem i rodzinnymi uwikłaniami? Jeżeli ktoś chce powiedzieć, że dość prosty na co dzień facet sublimuje się w dramatach, to nie jestem przekonana. Trochę zdumiała mnie też prowadząca do finału wściekłość z powodu okrycia, że jego żona miała dwadzieścia parę lat temu romans – czyli nie była dziewicą kiedy się poznali, a Lancelot myślał, że była, grr. Trochę to upraszczam, ale niewiele. Miałam nadzieję, że „Furia”, druga część, będzie w stanie zniuansować pewną prostotę pierwszej, ale skądże, tu autorka bierze jeszcze grubsze dłuto i łup! Dziecięca morderczyni! Łup! Babcia prostytutka, wujek gangster! Łup! Piękna, wyrachowana utrzymanka, małżonka intrygantka! ŁUP ŁUP, Mathilde poprawia nocą rękopisy Lancelota, rozdziela go z matką nie dając szans na pojednanie, obraca rodzinny dom w perzynę, zraża do siebie przyjaciół, sterylizuje się w tajemnicy ŁUP ŁUP a Lancelot i tak miał syna, ale o nim nie wiedział a tak pragnął dzieci o ironio ŁUP ŁUP.

Dawno nie czułam się tak rozczarowana, mniej więcej od czasów „Szczygła”.

Książkę przełożył Mateusz Borowski, ale przydałaby się mu uważna redakcja (Earth, Wind and Fire to zespół, a nie „Pieśń Ziemi, Wiatru i Ognia”, okulary mają zazwyczaj oprawki, a nie ramki, i tak dalej, jest tego jeszcze trochę).

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jaki był różaniec u Rolleczek?