Marcin Wróbel, Buchmann, Emma Byrne

Emma Byrne, "Bluzgaj zdrowo. O pożytkach z przeklinania"

Czy przeklinanie potrafi działać znieczulająco? Czy kobiety klną inaczej niż mężczyźni? Czy szympansy używają brzydkich wyrazów? Czy przeklinanie w miejscu pracy pomaga zbudować kreatywny zespół? (przy okazji, odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi "tak"). Byrne w siedmiu rozdziałach opatrzonych solidną bibliografią i przypisami wyjaśnia prawdopodobnie każde zagadnienie, które można by wymyślić w kontekście posługiwania się brzydkimi wyrazami.

Część rozdziałów traktuje o sprawach, które łatwo wyobrazić sobie w kontekście tematu: jak postrzegane są osoby przeklinające, jakie słowa stają się przekleństwami i jak repertuar bluzgów zmienia się przez stulecia kiedy jedno tabu wypiera inne, jakie przekleństwa charakterystyczne są dla poszczególnych narodów czy kultur (w Niemczech silne przekleństwa związane są z nazwami zwierząt, w Stanach Zjednoczonych tabu jest wydalanie, które z kolei w ogóle nie szokuje w Japonii, wszędzie mocno wybrzmiewają nazwy kobiecych organów płciowych). Byrne nie pisze „z głowy”. Każde jej stwierdzenie poparte jest odpowiednimi badaniami. Autorka wyjaśnia też, co jest szczególnie ciekawe dla laików, w jaki sposób konstruowane są laboratoryjne testy psychologiczne i w jaki sposób naukowcy posługują się kłamstwami, żeby uzyskać miarodajne efekty, przekierowując uwagę badanych z prawdziwego celu eksperymentu na cel pozorny żeby zminimalizować efekt podświadomego dopasowywania odpowiedzi/reakcji do oczekiwań prowadzącego eksperyment. Dzięki zaskakującym niekiedy pomysłom naukowców udało się udowodnić, że przeklinanie pozwala lepiej znosić ból fizyczny, o psychicznym nie wspominając, lub że osoby dwujęzyczne zupełnie inaczej reagują na mocne słowa wypowiadane we wcześniejszym języku w porównaniu z tym, który pojawił się jako drugi - nawet, jeżeli oba zna równie biegle. Ciekawe są też konteksty, których autorka nie zaplanowała, ale które pojawią się dla polskiego czytelnika. Byrne pisze na przykład o raczej plugawym repertuarze językowym kibiców piłkarskich, zaznaczając jednak, że obelgi dotyczą najczęściej piłkarzy własnej drużyny, którzy nie stanęli na wysokości zadania, prawie nigdy natomiast nie obraża się przeciwników. Biorąc pod uwagę rasistowsko-antysemicko-ksenofobiczny charakter polskich stadionów można się mocno zadumać nad tym stwierdzeniem. "Litewski chamie, klęknij przed polskim panem"...

Najbardziej podobały mi się dwa rozdziały niezbyt mocno związane z głównym tematem. Pierwszy z nich poświęcony jest Zespołowi Tourette'a, który większość ludzi kojarzy obiegowo z wykrzykiwaniem przekleństw. Autorka bardzo wnikliwe analizuje tę przypadłość, porównując ją z innymi schorzeniami, które skutkują używaniem nieparlamentarnego języka, na przykład ze schizofrenią czy szczególnymi rodzajami afazji. O ile schizofrenicy używają przekleństw celowo, dla wywołania efektu, a dla afatyków brzydkie słowa stanowią czasami jedyny sposób komunikowania emocji i mimowolnie zastępują wszystkie inne, o tyle chorzy z ZT używają przekleństw jako tiku słownego, w sposób niekontrolowany, niezwiązany z konkretną emocją czy sytuacją, najczęściej cierpiąc męki zażenowania i narażając się na społeczny ostracyzm, tym dotkliwszy, że ZT dotyczy zazwyczaj dzieci i nastolatków, pozbawionych w konsekwencji szans na normalny rozwój czy edukację. Autorka w pasjonujący sposób omawia zagadnienia neurologiczne, podział funkcji pomiędzy dwie półkule mózgu i ciało migdałowate będące częścią "gadziego mózgu", pokazując na przykładzie tych trzech struktur jak prymitywną i zarazem wyrafinowaną czynnością jest przeklinanie, wymagające prawidłowego przetwarzania emocji własnych i otoczenia.

Drugi zadziwiająco ciekawy rozdział dotyczy przeklinających szympansów - chociaż ten aspekt schodzi na dalszy plan szalenie interesującej opowieści o historii badań nad możliwościami komunikacyjnymi małp człekokształtnych, szczególnie tych (badań, nie małp) opartych na koncepcji wychowywania młodych szympansów w ludzkich rodzinach w charakterze dzieci. Byrne wspomina całkowicie niehumanitarny "Projekt Nim", w którym Nim, młody szympans, został odcięty od małpich i ludzkich interakcji, i niejako zmuszony do przyswojenia języka migowego poprzez system nagród, które pojawiały się jednak tylko w bardzo określonych sytuacjach. Ludzkie dzieci uczą się mówić przez obserwację, integrację i naśladowanie, edukacja Nima została więc okrutnie wypaczona. Potem pojawiają się szczęśliwsze małpy, uczone migania w bogatym, stymulującym środowisku, osiągające w komunikacji niezwykłą biegłość - do tego stopnia, że potrafią z ludźmi żartować, potrafią też przeklinać. Byrne wyjaśnia, że dla małp język migowy jest najnaturalniejszy, i że szympansy są zwierzętami cichymi, używającymi wokalizacji tylko w sytuacjach ogromnego stresu - chociaż hollywoodzkie filmy przyzwyczaiły nas do obrazu popiskującej i wydającej mnóstwo odgłosów małpy.

Byrne poświęca dużo uwagi kobietom, upominając się o ich równouprawnienie w świecie brzydkiego języka, którego używanie, jak już wiemy, przynosi ulgę nie tylko psychiczną, ale i fizyczną. W rozdziale poświęconym kwestiom genderowym pokazuje moment, w którym kobiety (z lepszych sfer, rzecz jasna) zaczynają być postrzeganie jako słaba płeć, której mężczyźni powinni bronić przez pospolitymi widokami i słowami (chociaż, jak trafnie zauważa autorka, to kobiety mają największy kontakt z ponurą fizjologią za sprawą menstruacji, porodów i połogów – ciało i jego wydzieliny nie powinny być więc dla nich tabu). Zaznacza też, że podwójne standardy utrzymują się do dziś, przytaczając badanie związane z językiem chorych na raka w ramach internetowych forów wsparcia. Mężczyźni chorujący na raka jąder często żartują ze swojej przypadłości, posługując się niewybrednym językiem. Taki sposób okazywania silnych emocji jest adekwatny dla płci, która stereotypowo postrzegana jest jako "twarda". Lepiej zobaczyć mężczyznę śmiejącego się z uciętych jaj niż płaczącego żałośnie nad ich utratą, prawda? Kobiety po mastektomii wyrażają się o wiele łagodniej, w ich narracji rzadko pojawiają się rubaszne nuty*. Jako istoty "emocjonalne" mają o wiele szerszą gamę wyrażania uczuć, wiedzą też, że klnąca kobieta to dla wielu nadal odstręczające zjawisko, nie chcą więc otrzymać połajanki zamiast wsparcia (inne badanie pokazuje, że chore kobiety posługujące się dosadnym językiem, niezwiązanym nawet bezpośrednio z niedomaganiem, szybciej tracą znajomych).

* autorka o tym nie pisze, ale pomyślałam teraz, że może być to związane z rokowaniami, które w przypadku raka piersi są chyba o wiele gorsze niż w przypadku raka jądra - może kobietom jest słusznie mniej do śmiechu...

Krótka, mocna, inteligentna i interesująca książka z kategorii "dla każdego", do przeczytania i zrozumienia w dwa wieczory. Płynie z niej także pokrzepiający wniosek, że przeklinanie jest dobre, zdrowe, pomaga budować więzi i nie należy się go nadmiernie wstydzić, bo wcale nie jest domeną ludzi z ograniczonymi zasobami językowymi (chociaż, tu znowu lekki zarzut, autorka nie poświęca zbyt wiele uwagi ludziom, którym przekleństwa istotnie zastępują zbyt wiele form komunikacji i wyrażania emocji, skupiając się bardziej na analizie funkcji bluzgów u ludzi wykształconych i zajmujących wyższe szczeble drabiny społecznej).

Tłumaczenie: Marcin Wróbel

Kup książkę w Gildia.pl!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Co leży na zakręcie w pewnej powieści dla dziewcząt?