blog

Pytanie na ten czas - Czego się spodziewacie?

Od kilku dni trwa na FB rozmowa (nie pierwsza, ale tym razem trochę konkretniejsza) o - górnolotnie to nazwijmy - stosunkach na rynku książki widzianych z perspektywy blogerów i wydawców. Czytamy te głosy i jesteśmy naprawdę zaskoczeni - nie tym, że dzieją się rzeczy niejako patologiczne, ale tym, że jeszcze ktoś się dziwi. Bo podstawowe pytanie brzmi- czego się spodziewacie? 

Czego się spodziewacie w sytuacji, gdy blogerzy są wydawcami, recenzenci pracują w wydawnictwach jako redaktorzy, publikują opinie na poczytnych portalach czy w magazynach i prowadzą festiwalowe spotkania, gdy tłumacze oceniają książki wydawnictw, dla których pracują? Naprawdę dziwi was bloger, który przyznaje, że treść opłaconej recenzji konsultuje z wydawnictwem? 

Czego się spodziewacie po wydawcach prasy, którzy mogą użyczyć szpalt o wiele ciekawszym z perspektywy masowego nabywcy tematom niż literatura? Naprawdę spodziewacie się, że wydawcy nie będą zmuszeni do płacenia za wywiady z ich autorami? Literatura to rzadko gorący kąsek, Nosowska i Masłowska trafiają się raz na jakiś czas.

Spodziewacie się, że wydawcy nie będą chcieli płacić za recenzje, a blogerzy przyjmować kasy za nie? Spodziewacie się, że każdy o tym poinformuje? Myślicie, że od czego wydawnictwa mają działy marketingu i sprzedaży? Do promocji czytelnictwa? Takie terenowe oddziały ministerstwa kultury?

Naprawdę spodziewacie się, że nikt z nas nie chce zarabiać i robimy to tylko dla idei? Prowadzenie bloga, czytanie, fotografowanie, pisanie, odpowiadanie na maile - to wszystko zajmuje kilka godzin dziennie, w najlepszym razie. Spodziewacie się krytyki literackiej? Skrytykowany przez nas festiwal nie zaprasza nas do dyskusji o standardach na rynku. Zaprasza za to jako blogerkę przedstawicielkę wydawnictwa, które promuje na nim swoją książkę (do której WSZ napisał blurba, żeby jeszcze bardziej ten obraz skomplikować). Naprawdę sądzicie, że bycie krytycznym sprawia, że bardzo nas chcą? Nie za bardzo nas chcą. Ale bywamy milsi. I wtedy chcą. Niebywałe, prawda?

Myślicie, że nie mamy parcia na szkło i bycie zapraszanymi, głaskanymi, opłacanymi? Że nasze ambicje kończą się na notce na fejsa i czterdziestu lajkach? Nie, niestety. Kochamy książki, ale lubimy też jeść, mieszkać i opłacać w terminie rachunki.

Czego się spodziewacie po środowisku, w którym żeby nie recenzować książek znajomych, trzeba by siedzieć w wysokiej wieży, oddychać głęboko i stawiać piedestały? Czego się spodziewacie po rynku, na którym pisarze dodają się do znajomych recenzentom na tydzień przed premierą książki i nagle zaczynają lajkować posty na blogu? Czego się spodziewacie po krytyce, gdy szery dostają tylko pozytywne recenzje, a FB promuje pozytywny przekaz już całkiem oficjalnie? A może wymyślimy sposób na negatywne recenzje na insta? Tam to dopiero można poszaleć! Może książka w towarzystwie ogryzka od jabłka i tanich prażynek z Biedry?

Spodziewacie się, że festiwale będą miejscem krytycznej wymiany opinii i promocją wyłącznie dobrej literatury? Spotkania z autor(k)ami to prezentacja książki, a nie miejsce na krytyczną debatę, wywiad to reklama książki, a nie spór o to, co jeszcze można wcisnąć czytelnikom. Monopolizacja rynku spotkań autorskich i festiwali przez osoby, które nie wypowiadają swoich ocen, a doskonale promują produkt nie zaskakuje - autor nie po to pracował tyle czasu, wydawca zainwestował, a czytelnik przyszedł, żebyśmy psuli sobie teraz nastrój. Czego się spodziewacie po nas?

Czego spodziewacie się w sytuacji, gdy myśląc nad miejscem publikacji tekstu o stosunkach “wydawcy-krytyka” wyszło nam (tu kilka konsultacji), że nikt tego nie puści, bo nie jest to w jego interesach? Czego my w ogóle oczekujemy? Bo może to nasze oczekiwania są wygórowane i warto dzisiaj porozmawiać o jakimś minimum, na które składają się zaufanie do opinii (co nie znaczy, że opinia jest za darmo wyrażona), dobrej jakości język i faktyczne wyrażanie własnego zdania. Tyle. Mamy 2018 rok i każdy jest nadawcą, wszyscy jesteśmy w jakimś sensie mediami, a książki są towarem, przyjemnym i fajnym, ale pluszowe misie też są przyjemne i fajne. 

Skończmy z naiwnością i niewinnością, za starzy na to jesteśmy. Pozdro z Babilonu.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak ma na imię ojciec Izabeli Łęckiej?