Świat Książki, Jan Krasnowolski

Jan Krasnowolski, "Syreny z Broadmoor"

I znów wylądowałam w nieprzyjemnym imadle literatury średniej. „Syreny z Broadmoor” to, cytuję, „zbiór opowiadań inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami. To także najgłośniejsze sprawy kryminalne ostatniej dekady, które wydarzyły się w Wielkiej Brytanii z udziałem Polaków”. Krasnowolski pisze dobrze: mocno, konkretnie, sprawnie zmieniając rejestry i język w zależności od pochodzenia bohaterów. „W jej blasku” przypomina nawet „Psy, żądzę i śmierć” Borisa Viana, więc jest naprawdę dobrze. Wybaczmy Krasnowolskiem te penisy przypominające chorizo i spalone wężem grzechotniki, o których wspominałam w zeszłym tygodniu - co się pośmialiśmy, to nasze. Bardziej męczy mnie status dziewięciu opowiadań z tego zbioru: czytam je sobie, kiwam głową, tupię nóżką, przerzucam strony i z czym właściwie zostaję? Z rodzajowymi obrazkami, zapisami jednostkowych wydarzeń. Owszem, zapisy są przejmujące, ale co wydarzyło się naprawdę, a co jest autorską interpretacją? Co się działo dalej? Jak sprawa wyszła na jaw? Komu ostatecznie powinęła się noga?

Autor pisze we wstępie, żeby w żadnym wypadku nie traktować zbioru jako reportaży. Otóż reportaże byłyby zdecydowanie lepszym pomysłem – wolałabym zobaczyć dwie sprawy z tych dziewięciu, ale solidnie pogłębione, coś w stylu „Nie oświadczam się” Łuki. Krasnowolski potrafiłby to pociągnąć i dlatego żałuję, że poszedł łatwiejszą drogą „artystycznej wizji”, zamiast przymierzyć się do przeanalizowania specyfiki przemocy, której Polacy są sprawcami, ale także ofiarami.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Całe jej życie opisała Helena Boguszewska