Joanna Olech, Jarosław Klejnocki, Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Muzeum Warszawy, Łukasz Orbitowski

Jarosław Klejnocki, Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Joanna Olech, Łukasz Orbitowski, "Rzeczy warszawskie z dreszczem"

Na plus: książka przepięknie zaprojektowana przez Joannę Górską i Jerzego Skakuna (studio Homework). Kolory, ilustracje, oprawa, papier. Każdy najmniejszy detal tutaj gra i błyszczy, niby łuska na ogonie syreny. Muzeum Warszawy regularnie redefiniuje pojęcie „publikacja towarzysząca wystawie” i chwała im za to. Nigdy więcej wymemłanych katalogów zaprojektowanych przez panią Basię i kosztujących krocie. Patrzcie i uczcie się, placówki kultury.

Na plus, ciąg dalszy: pomysł. Czworo autorów, szesnaście kryminalnych opowiadań przeznaczonych dla „młodych dorosłych” (czytaj: nastolatków), każde poświęcone jednemu z przedmiotów, prezentowanych na wystawie muzeum. Zegar karetowy, pocztówka z 1905 roku, papierośnica Starzyńskiego, ikoniczna rzeźba „Praca”, imbryk do herbaty. Po każdym tekście kuratorzy opowiadają o charakterystycznych cechach „bohatera”.

Na minus: autorzy, a raczej ich dzieła. Rzuciłam się na zbiór z pasją, ale otwierające go miniatury Klejnockiego osadziły mnie w miejscu. Pierwsza całkowicie bez ikry. Bardzo długi opis zwyczajów starszego pana, wyglądającego przez okno na podwórze, przez które widać, niespodzianka, zabójstwo. Od razu wiadomo, kto zabił (gej). Koniec historii. W drugim opowiadaniu pojawia się policyjny wyga Nawrocki i jego młoda uczennica, policjantka Natalia. Zwróćmy uwagę: on ma nazwisko, ona imię. Kiedy nie truchta za szefem, śledząc jego geniusz, przekrzywia filuternie głowę i załatwia sprawy w laboratorium, ponieważ „pięknej dziewczynie koledzy nie odmówią”. Jassssne. Nawrocki przynudza w pozostałych dwóch opowiadaniach, w finale dyktuje Natalii raport i żartuje, że rowerzyści to czwarty jeździec apokalipsy, czyli zaraza. Ha ha ha, no, to się pośmialiśmy, ale zaraz przestaniemy, bo nadciąga Hubert Klimko-Dobrzaniecki.

Pierwsze opowiadanie nudne, z niezrozumiałym zakończeniem. Drugie nudne i nijakie. Czytając Klejnockiego i Klimko-Dobrzanieckiego zastanawiałam się, czy panowie widzieli kiedyś literaturę dla młodych dorosłych, których muzeum wzywa na okładce. Słowo daję, "1000 krzyżówek panoramicznych" wzbudza większe emocje niż ich proza. „Po kochaniu momentalnie zasypiał” – pisze Klimko-Dobrzaniecki o bohaterze, który chrapie, ku udręce swej małżonki (porywająca historia dla młodzieży, zgodzicie się chyba). PO KOCHANIU. Kto tak mówi? W trzeciej miniaturze autor jakby przypomina sobie, że miało być fajnie, tworzy więc kuriozalną opowiastkę o Pindzie Pistolet, która chla w barze z koleżankami, załatwia ciemne sprawki i marzy o tym, żeby ukraiński barman „suszący złote zęby” (wiadomo, wszyscy za wschodnią granicą takie właśnie mają) zgodził się na „sześciogodzinne dymanko”. Niemądra ta historyjka kończy się po raz kolejny w niezrozumiały dla czytelnika sposób, Dobrzaniecki najwyraźniej nie umie w finał. Ostatnie opowiadanie jest poprawne, aczkolwiek znów niezbyt porywające, ale może to i lepiej, niech już autor odpocznie.

Z ogromną ulgą stwierdzam, że Joanna Olech i Łukasz Orbitowski ratują honor tej publikacji. Oboje rozumieją, o co chodzi w prozie gatunkowej, tworzą historie lekkie, intrygujące i umiejętnie wplatają w nie przedmioty z kolekcji muzeum, które u Klejnockiego i Dobrzanieckiego ciążą fabule niczym kamień młyński. U Olech i Orbitowskiego obowiązkowe artefakty są pretekstem do snucia opowieści, a nie przedmiotem wypracowania na temat. Dodatkowy plus dla Orbitowskiego za zdanie, które zgrabnie drwi z powszechnego przekonania, że współczesna młodzież zgnije w pąku, siedząc ciągle przy tych ekranach, czarnych lustrach. „W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku dzieci nie bawiły się smartfonami i miały przez to dużo więcej czasu na dręczenie słabszych”.

Podsumowanie: warto dla pięknej oprawy graficznej i ww. dwójki autorów. A panowie Klejnocki i Klimko-Dobrzaniecki do biblioteki i czytać, zanim znów wyda im się, że potrafią pisać dla młodzieży.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz