Ezop, Katarzyna Ryrych

Katarzyna Ryrych, "Bombka babci Zilbersztajn"

W zamierzeniu autorki i wydawcy jest to książka dla dzieci, ale po przeczytaniu „Bombki babci Zilbersztajn” pławię się w tak głębokim smutku, że sama nie wiem.

Nina wprowadza się z rodzicami i starszym bratem do starej kamienicy w dzielnicy miasta, która często występuje wprawdzie w filmach historycznych, ale nie cieszy się renomą i jest daleko od wszystkiego, szczególnie od koleżanek i życia szkoły (autorka zdradza w zakończeniu, że chodzi o warszawską Stalową, mieszkam dwie przecznice dalej, ale nie rozpoznałam lokalizacji). Nina nie jest szczęśliwa: zmiana miejsca, narastający konflikt z bratem, który woli treningi piłkarskie od opieki nad siostrą i kiepsko na tym wychodzi. Wściekły ojciec zabrania mu jechać na zgrupowanie, Alek przestaje odzywać się do Niny i zauważać jej obecność. Do tego dochodzi poważne zapalenie oskrzeli i świeżo urodzona siostra, która zaprząta uwagę mamy. Straszne? To czytajcie dalej, bo na scenie pojawia się babcia Zilbersztajn, sąsiadka z góry, pieszczotliwe zwana przez Alka „Żydówą”. Opiekuje się chorą Niną i daje jej w prezencie tytułową bombkę. „Od tej chwili zaczynają dziać się niezwykłe rzeczy” – figlarnie pisze na okładce wydawca i spodziewałabym się tutaj czegoś w stylu fabuły „Rutki” Fabickiej (obie książki wiele łączy), ale autorka funduje czytelnikowi i Ninie regularny koszmar. W szafie dziewczynki otwiera się przejście do okupacyjnej przeszłości kamienicy: w małym, ponurym pokoiku ukrytym za meblem zamknięta jest przerażona dziewczynka, która uważa, że najlepiej mieć jasne włosy i nazywać się Marysia. Nie wolno jej hałasować, wyglądać przez okno, wychodzić. Jest głodna. Tęskni za mamą, która ją kocha i dlatego ją zostawiła. Przez szparę wywietrznika patrzy czasami na podwórko. Czasami na podwórku płonie szopa. W szopie jest siostra dziewczynki. Nina błąka się między swoim światem a przerażającą rzeczywistością minionego czasu. Nie spodziewajcie się szczęśliwego zakończenia.

Gdybym była dzieckiem, to po tej książce bałabym się zajrzeć do szafy. Sytuacji nie poprawiają przerażające ilustracje Anny Rudki. Książka Katarzyny Ryrych jest dobra literacko i niewątpliwie słuszna historycznie, czy jakby to nieładnie powiedzieć, ideowo. Nie pociesza i nie bawi, bo nic zabawnego w Holocauście i szmalcownictwie nie ma i nie było. Ale naprawdę nie wiem, czy nadaje się dla dzieci. Może takich 10 plus, ale dla nich z kolei zbyt naiwna może być bohaterka.

Ktoś z was czytał?

Kup książkę w Gildia.pl!

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: W rosole u Musierowicz