Czytelnik, Jadwiga Stańczakowa

Jadwiga Stańczakowa, "Ślepak"

‘Mam swoje tajemnice zapisane brajlem. I jestem spokojna, że nikt ich nie odkryje”. 

Po “Ślepaka” Jadwigi Stańczakowej sięgnąłem oczywiście z powodu białoszewskiej pasji, która mnie wykańcza chwilami i każe czytać kolejne tomy literatury pomocniczej. Pomijając kwestie biograficzne, o których jeszcze będzie okazja porozmawiać, to bardzo bym chciał, żeby “Ślepak” został wznowiony i może was namówić do jego lektury w wersji antykwarycznej lub wypożyczonej z biblioteki. Takie świadectwo bycia-w-PRL, świadectwo osoby niewidzącej, jest unikatowe i warto się z nim zapoznać. Do tego dochodzą wątki takie jak depresja autorki, jej poezja, jak i funkcjonowanie w społeczeństwie. Z getta za murem do getta za murem wzroku. Dość potworna perspektywa i przytłaczająca, choć “Ślepak” jest napisany całkiem pogodnie. “Trzeba przeżyć sporo tej ociemniałości, żeby odzyskać swobodę i humor. Najtrudniejszy wydaje mi się okres na pograniczu widzenia i niewidzenia. Widzenie jest właściwie już tylko złudzeniem. A w niewidomstwie człowiek jeszcze nie umie żyć”.

Mamy maj, kasztany przypominają o maturach, ale nie dla wszystkich to jest takie oczywiste. “A potem bzy. Ludzie na ten cud patrzą. Wydają okrzyki zachwytu. Wtedy nie widzieć - dokucza. Pewnie, że dotykam, wącham. Oglądam krzewy i kwiaty dermooptycznie. Ale jak obejrzeć kasztan kwitnący, topolę, jesion za moim oknem?

Ludzie roześmiani gdzieś idą, dokądś jadą Ja staję przy oknie. Słyszę ptasią wrzawę. Czuję na twarzy ciepły powiew. Chciałabym uciec od tych murów. Daleko. Ale więzi mnie ślepota”. (s. 158)

Bardzo ciekawy jest wątek wtórnego uczenia się czytania i dostępu do literatury. Pisze Stańczakowa:

“Ja jestem samoukiem. Zaczęłam się uczyć jeszcze wtedy, gdy mogłam przez lupę odczytać duże litery. I alfabety brajlowskiego uczyłam się z podręcznika, gdzie obok zwykłych liter były literu brajlowskie. Ćwiczyłam, zniechęcałam się, ale wiedziałam, że muszę to opanować. Wieczorem na kołdrze wystukiwałam palcami litery. Potem zaczęłam czytać książkę z podwójnym odstępem, dla początkujących. Był to “Latarnik” Sienkiewicza. Powoli litery zaczęły układać się w słowa, słowa w zdania. I ta radość, że czytam znowu, sama.

Dobre są książki nagrane na taśmę, można słuchać w szybszym tempie. Nagrane są przez lektorów, czasem aktorów, ale mimo wszystko nie zastępują brajla, bo właśnie czytanie palcami jest najpodobniejsze do czytania wzrokiem, i bezpośrednie obcowanie z tekstem, intymne, w ciszy. A zaleta dodatkowa, że w ciemności - nic nie rozprasza”. (s. 190)

Problemem książki jest niewystarczająca redakcja, niektóre postaci pojawiają się ‘ad hoc’, a rzeczy dzieją się ‘deus ex machina’. To efekt zapewne tego, że chyba wszystkie teksty ze “Ślepaka” były nagrywane na kasetach i dopiero później spisywane, ale ja bym jednak redagował miejsca, z których wynika, że na wycieczce Jadwiga była z koleżanką, a dwa zdania później już są w trzy osoby, by skończyć w piątkę. Urocza jest zaś gra Stańczakowej z autobiograficznością, którą przecież żywią się jej opowieści - niektóre postaci są zanonimizowane (skąd się wziął Białoszewski jako Wicek?), a niektóre zostawione na żywca (pozdrawiamy). Zaskakujące jak wiele można z tej książki wyciągnąć - dla każdego się coś znajdzie i choćby dlatego warto sięgnąć po “Ślepaka”.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Jak ma na imię ojciec Izabeli Łęckiej?