Jacek Podsiadło, Państwowy Instytut Wydawniczy, Władysław Broniewski

Władysław Broniewski, "Wiosno, Warszawo, córeczko"

Pomysł, by znani poeci układali tomy poezji innym, nieżyjącym poetom, wydaje się ciekawy ale i odrobinę złośliwy. Podsiadło patrzący na trupa Broniewskiego mnie irytuje i muszę przyznać, że nie zgadzam się z jego propozycją podania tych poezji. Oczywiście ma Podsiadło prawo do stworzenia takiego portretu autora “Bagnetu na broń” i nawet uzasadnił to całkiem sensownie, ale ja na ten lep się nie łapię.

Jest Broniewski poetą lirycznym, twórcą pięknych poetyckich widokówek i wierszy miłosnych i ma rację Podsiadło pisząc, że jest w jego poezji “romantycznej” zbyt dużo naiwnej prostoty, niedoskonałości rymotwórczych (banalności koszmarnych i rymów częstochowskich) i to się szanownemu trupowi poety należy, nie ma co tu głaskać nagrobka. Ale nie rozumiem dlaczego Podsiadło tak gładko zrezygnował z pokazania Broniewskiego-rewolucjonisty. Rozumiem niechęć do jego socrealistycznych wierszy, ale już pisanie, że z racji tego, że “moje pokolenie trute było od najmłodszych lat” bagnetami i Magnitogorskami, nie oznacza, że trzeba z nich kastrować ten portret. Podsiadłę razi “agitacyjne wykrzykiwanie haseł”, zarówno agitacja jak i hasła są mu obce. Pisze, że te środki perswazji “nie powodują chyba u nikogo szybszego krążenia”. I tu się Podsiadło zasadniczo myli. Otóż budzą. Gdyby Broniewski był prawicowym piewcą wojny - dzisiaj tatuowałyby go tłumy, a tak do dzisiaj jest bliski lewicowym i antyfaszystowskim ruchom. Może w świecie Podsiadły są piękne lasy, trawa pachnie o poranku i rosa ją skrapla, ale sporą część społeczeństwa wkurzają “banki, kajdany i trony”. Oczywiście wysyłanie literatury “na mosty w dal”, jak robił Broniewski, dzisiaj słusznie jest odczytywane jako patetyczne i zwyczajnie bzdurne, ale to nie powód do twierdzenia, że społeczeństwu te wiersze “nie zostały”, że trzeba nam nowego Broniewskiego. Może i trzeba, ale niekoniecznie jako rzewnego liryka, a jako uważnego czytelnika “Robotnika”.

Dla mnie Broniewski to właśnie taki uważny czytelnik tej socjalistycznej, przedwojennej gazety, w której piętnowano terror władzy i na pierwszy plan wysuwano los robotników. Oczywiście było to robione w sposób odpowiadający brukowej gazecie, ale to właśnie z tej narracji urodził się Broniewski-socrealista i to właśnie w tym środowisku miał Broniewski czytelników. Broniewski w moim wydaniu jest reportażystą, który pisze poezje. Już w 1923 roku pisze “W ręce kominów dumy sztandar / nad dachów wieje hełm”, a “stalowy maszyn rytm” tłucze “na miazgę miasta mózg”, co zdradza oczywiste inspiracje, choć w ciekawym, czerwieńszym jakby odcieniu. I gdzieś tam w tle pobrzmiewa mi Ujejski i “Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej”. Ale to na inną okazję.

W reportażu Broniewskiego jest “majowa noc w Warszawie / jak Prudential wysoka”, a w “Psach policyjnych w Łucku” dostaniemy sprawozdanie z Polski, nad którą choć noc zapadła to “dudnią buty podkute, maszeruje policja i wojsko” . Z Polski, w której “chodzę po mieście, chodzą do rana / kurwa i złodziej,glina i szpicel”, a pyskówka jest “niczem Kercelak”. Z “Ulicy Miłej”, która brzmi chwilami jak wyliczanka nagłówków z “Kuriera Warszawskiego”:

W suterenie pogrzeb.
Niedobrze.
Na parterze 
płacze wdowa po fryzjerze.
Na pierwszym piętrze - plajta, komornik. A na drugiem
służąca otruła się ługiem.
Na trzecim piętrze rewizja - mundurowi, tajniacy.
Na czwartym czytają "Kurier Warszawski" 
- "poszukiwanie pracy".
Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła”.

I nie ważne, czy to ulica Miła, czy “Czarnieckiego 80, / parter z ogródkiem”, “kosmiczny turysta, / illustrator chwil, których nie ma” pisze swoje wiersze “na przekór piekłu i niebu”. Gwarzy, “napiszę, co zauważę: / domy zburzone, /spalone mosty, / groby w śródmieściu”. W końcu warto być poetą w Polsce, gdzie “Taka ogromna! Ziemia i beton / Jezioro jakieś będzie w tej wiosce”, a “modły codzienne / bez boga / wymyślimy sami”.

Jest też Broniewski wojenny, który pisze: “nie byłem wcale w Oświęcimiu, ale go umiem na pamięć”, ten też nie w pełni wybrzmiewa w antologii Podsiadły. Tak jakby chcieć go opowiedzieć bezpartyjnie, a przecież tylko “brzozy są bezpartyjne”, są “apolityczne”. Ja podobnie jak Broniewski “od brzóz wszystko przyjmę”. Od Podsiadły niekoniecznie.

Niezależnie od powyższego, tom “Wiosno, Warszawo, córeczko” czyta się fantastycznie i ułożony jest on po mistrzowsku, jak świetna symfonia czy chociażby udana tracklista na płycie (do tego pięknie wydanej, brawo Podpunkt, odpowiedzialny za design). Ale nie jest to mój Broniewski. Choć może wy się tam odnajdziecie. Broniewskiego zawsze warto.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Iwasiów jak lody