Dwie Siostry, Maja Porczyńska-Szarapa, Fiep Westendorp, Annie M.G. Schmidt

Annie M.G. Schmidt, "Jaś i Janeczka"

„Jaś i Janeczka” bardzo grają mi na uczuciach, ponieważ przedstawiają część moich marzeń z dzieciństwa w wersji spełnionej. Oto dwa sąsiadujące ze sobą domy, w ogródku jednego szalenie nudzi się Jaś – i nagle widzi za płotem oko, należące do Janeczki, która właśnie zamieszkała obok i zostanie jego przyjaciółką. Ileż to razy na wakacjach u babci marzyłam o takim oku za jednym z dwóch ogrodzeń! Niestety, zawsze za siatką pojawiał się pan Kozłowski, kierowca ciężarówki, lub pani Parol, opowiadająca o duchu męża, spacerującym nocą po ogródku. To nie były TE spotkania, sami rozumiecie.

To nie wszystko, Janeczka i Janek mają zwierzęta. I nie są to skalary w akwarium, o nie (dziękuję mamo i tato, że chociaż tyle). Janeczka ma kociątko. Jakby tego było mało, dzieci znajdują na spacerze psa, Badylka, i mogą go zatrzymać. A potem bawią się z jagniętami. Może jeszcze własny kucyk, co? Nie w tym tomie, ale przed nami jeszcze cztery, zagryzam usta i czekam z niecierpliwością.

Książka napisana została złożona z odcinków publikowanych w prasie w latach 1952-1957, dlatego nie omieszkałam przyjrzeć się stereotypom płciowym. Na Gwiazdkę Jaś dostaje kolejkę, Janeczka kuchenkę, na której smaży naleśniki. Jaś dąsa się, kiedy sprzedawca w sklepie bierze go za dziewczynkę za sprawą zawiązanej na głowie chustki. Ale kiedy dzieci malują sobie paznokcie lakierem mamy, mama zmywa go z palców bez komentarzy, że to tylko dla dziewczyn. Lakier nie jest dla dzieci. Tyle.

Żeby jednak nie było tak słodko, na koniec pojawia się rozdział, w którym przyjaciele biorą ślub (Janeczka planuje w przyszłości zostać mamą, a do tego trzeba mieć męża, jak wyjaśnia Jaś, planujący karierę lotnika). Po ceremonii odprawionej w szopie Jaś bije Janeczkę z powodu nieporozumienia co do przebiegu weselnej uczty. Obserwująca to mama mówi: „Nieładnie bić żonę. I to zaraz po ślubie”. Od razu ciśnie mi się na usta pytanie czy na przykład 10 lat po zawarciu małżeństwa bicie żony jest mniej naganne. Hm, mamo Jasia?

(w tym akapicie zastanawiam się, dlaczego buzie dzieci są na ilustracjach czarne i nie dochodzę do żadnych mądrych wniosków)

Tak czy inaczej, jest to uroczy zbiór i, co także istotne, składa się z krótkich rozdziałów, które można rozsądnie dawkować dziecku, domagającym się przeciągania wieczornej lektury w nieskończoność.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kto ocalił Izabelę Czajkę-Stachowicz?