Klementyna Sołonowicz-Olbrychska, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza

Klementyna Sołonowicz-Olbrychska, "Zielona dziewczyna"

Książka wyborowana zupełnie przypadkiem z bibliotecznej półki, dopiero Wikipedia mówi mi, że autorka jest matką Daniela Olbrychskiego. Jednak wolę uważać, że to pisarstwo jest jej głównym osiągnięciem.

„Zielona dziewczyna” to zgrabna opowieść szesnastoletniej Joanny, której mama, zapracowana lekarka, wraca do domu z nowym mężem, czyli nowym tatą – i trzeba sobie jakoś z tym faktem poradzić. Młodszy brat Joanny przyjmuje zmianę z entuzjazmem, dziewczyna jest mniej uradowana. Ostatecznie pierwsza poważna miłość kiełzna niepokorną pannę i każe spojrzeć jej na własne histerie z dojrzałym dystansem. Po drodze jest też rówieśnik zadźgany nożem, koleżanka lekkich obyczajów, obierająca karierę utrzymanki szemranych bogaczy, rozbity dom rodziców, którzy przeszli przez obozy koncentracyjne oraz monolog zaangażowanego szczerze w sprawy małych miasteczek ojczyma-reportera (Bursa nie byłby zachwycony).

Co ciekawego? Założenie, obecne chyba też w innych powieściach tego okresu, że nowy mąż matki automatycznie wchodzi w rolę ojca i wychowawcy cudzych i dość zaawansowanych wiekiem dzieci. Żadnego oswajania się, żadnego budowania porozumienia (przynajmniej w założeniu) – ma być tatą i basta. Poza tym zafascynowało mnie wyrafinowanie młodzieży: Joanna narzeka na koleżankę, która ściągnęła fryzurę z „Portretu dziewczyny” Picassa, pod ławką czyta „Disneyland” Dygata, a inna koleżanka drwi „Interpunkcja na wzór Bram raju!”. Dziewczyny z 1972 roku sceptycznie nastawione są do romantycznej miłości: „Nie wiem, jak kto, ale ja skręcam się ze złości, gdy słyszę piosenki, w których kobieta tęskni i czeka, albo dla odmiany pada na kolana wołając „zostań”. Czy nie mogłaby, jeśli łaska, wziąć się do roboty, gdy ma za dużo czasu albo za dużo energii?”

Autorka do dalszej eksploracji, polecam.

Skomentuj posta

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Kaśka u Zapolskiej